Rok studiów: pierwszy
Dołączyła: 14 Kwi 2008 Posty: 1627
Wysłany: 2010-07-24, 22:14
Lenin napisał/a:
po polsku prosimy ;p
Gdzie Piotr [jego następcy] tam Kościół. Jak ktoś nie uznaje Piotra [Benedykta XVI], to nie uznaje widzialnego Kościoła (tego hierarchicznego), to nie może powiedzieć że jest katolikiem. Nie uznawanie Papieża (jego prymatu) i Kościoła widzialnego świadczy o schizmie... vide prawosławni: wierzą w sumie w to samo, mają sakramenty, sukcesję apostolską, ale nie uznają prymatu Papieża.
Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2010-09-11, 21:51
Hit wśród internautów, zagorzałych przeciwników Islamu.
Arabskie reminiscencje 3
Miałem trochę więcej czasu ostatnimi czasy na bezczynne rozmyślania, zatem wpadłem na pomysł kontunuowania moich wspomnień z pobytu w krajach arabskich. Z nudów ludzie różne głupie rzeczy robią...
Gdy pracowałem na polach naftowych Libii, zdarzyło mi się poznać ateistę. Niezwykle odważny facet, bowiem nawet taki zamordysta, jak Kadafi nie odważył się na konfrontację z tą religią. Ahmed, wydawało się, był człowiekiem Zachodu. Zawsze w dżinsach, nigdy w galabiyi, świetnie mówiący po angielsku. W pogardzie mający całą religijność swoich ziomków. Ostentacyjnie w czasie Ramadanu jadł z nami lunch, palił papierosy w biurze itp. Ożenił się. Mówili, że z piękną, młodą dziewczyną. Myśleliśmy, że się pochwali jaką piękną ma żonę. Nic z tych rzeczy. Gratulacje przyjął, smakołyki przywiózł. Opowiadał o weselu, ale o swojej żonie, ani słówkiem się nie zająknął. Wrócił któregoś razu z fieldbreaku (taka przerwa, oni pracowali 2 tygodnie, na dwa tygodnie urlopu) i spytał mnie ni z tego ni z owego, czy moja żona (wtedy jeszcze byłem żonaty) wychodzi na miasto w krótkich spódniczkach, czy na plaży ubrana jest w bikini. Odparłem ze śmiechem, że tak, oczywiście. A czemu pytasz, Ahmed? Odparł bardzo poważnie, tonem głosu, od którego przeszły mnie ciarki: Ja bym swoją zabił... Ja mu wierzę.Taka to obyczajowość. Dzika i średniowieczna. Silniejsza od wymogów cywilizacyjnych końca 20 wieku. Oni nas, europejskich facetów, uważają za głupie cioty, że tak pozwalamy naszym kobietom. Na chodzenie z odkrytą twarzą, na seksowne stroje, na wypady z koleżankami do pubu, do kina itp. Oni przyjeżdżają do Europy, na krótkie wypady, jak do wielkiego burdelu, gdzie bez najmniejszej trudności znajdą sobie chętną panienkę czy mężatkę. Jaka to w końcu różnica, dla nich wszystkie niezakwefione to dziwki...
Gdy byłem w Kuwejcie. Takim niby świeckim, prozachodnim kraju. Kolega pozbył się bardzo drogiej kamery video. Bo kręcąc jakiś budynek 'zahaczył' o dwie żony jakiegoś pana Araba i ten wściekły, rozbił mu tę kamerę. Oczywiście jego obydwie żony były szczelnie zawinięte w jakiś czarny worek czy inne poniżające okrycie. Nasze durne lale, puszczające się z muslimami, myślą, że oni tak z miłości i zazdrości. Gówno prawda. Są zazdrośni, ale o swoją własność! Bo żona nie jest jego partnerką. Jest jego własnością, z którą może zrobić co chce i kiedy chce! Widziałem na lotnisku w Tripoli, taką do której to dotarło. W końcu. Rutkowski nie zdążył. Pan mąż, czuły i kochający, przeciągnął za włosy (blond) kobietę przez cały hol lotniskowy. Przy aplauzie całej reszty facetów w sukienkach i z ręcznikami na głowach. 'wahed sharmuta bolanda'. "Jeszcze jedna k....a z Polski" chciała uciec od swego miłującego kochanka. A pani blondynka darła mordę na cały regulator 'mamusiu ratuj!'. Po polsku... Śmiali się i publika, i ochroniarze lotniska, i policjanci...
Latałem co półtora miesiąca do Libii, różnymi trasami (wtedy na Libię obowiązywało ONZetowskie embargo). Przez Damaszek, Kair, Tunezję, Maltę, różnie. Nie pamiętam ani jednego lotu, żeby nam nie towarzyszyła przynajmniej jedna Polka z małym berbeciem, jadąca do tatusia bobaska. Z początku pytaliśmy te dziewczyny, niektóre po studiach wyższych, czy wiedzą do jakiego kraju lecą, jakie tam panują obyczaje, że ona i dziecko tam będzie własnością swego pana i władcy. Że dzieci należą do ojca itp. Żadna, podkreślam, ŻADNA nie miała o tym zielonego pojęcia pojęcia. Patrzyły na nas jak na kosmitów. Mówiły, on mnie kocha i on będzie inny. Jasne, póki się jemu nie znudzisz, a wtedy on ma prawo nawet cię zabić i tłumaczyć, że była nieposłuszna lub go zdradziła. Każdy islamski sąd go uniewinni...
Gdy mieszkałem w Kuwejcie, wpadał czasem do nas Mahmoud, na bimber. Choć w tym kraju panuje prohibicja, to bimber piją wszyscy. Oczywiście wszyscy faceci, czyli ludzie. Mahmoud był szefem ochrony p.poż. na jednym z pól naftowych. Mówił dobrze po polsku, bo studiował w Warszawie. Nic ciekawego, ani specjalnie przystojny czy mądry. Żonaty z Polką, która siedziała całe dnie w domu, nie widząc nawet nieba całymi dniami (muzułmańskie domy nie mają okien z frontu, wszystkie są obudowane wkoło, i wewnątrz jest małe podwórze i z tej strony są małe okienka, ale niektórzy je zabudowali i zasłonili, bo przecież mógłby ktoś jego własność dojrzeć z samolotu i co wtedy? Zestrzelić samolot by musiał?) a jej pan i władca, pijąc z nami, co 15 minut dzwonił, wydając własności polecenia. Opowiadał nam bez najmniejszego skrępowania, jak to kompanom od kieliszka, jak jeździ co pół roku do Gdyni, do takiej jednej dziewczyny. Nie była jego żoną, więc mógł pokazać nam jej zdjęcie. Rzeczywiście ładna dziewczyna, miała swój piękny dom na Oksywiu, rodzice w Kanadzie przesyłający jej grubą kasę. Jej chłopak, będąc menadżerem w autriackiej firmie, co pół roku jeździł na dwutygodniowe szkolenia do Wiednia, wtedy ona dzwoniła po swojego arabskiego frienda...
Po przylocie do Warszawy, jechał pociągiem do Gdyni, wykupywał wszystkie miejscówki w przedziale 1 szej klasy i nie mogąc się doczekać spotakania ze swoją kochanką, czekał aż będzie przechodzić korytarzem jakaś ładna dziewczyna, której proponował swój przedział. Twierdził, że nie pytał więcej niż 3-4, a zawsze się znalazła chętna, aby za 100 dolców umilić nudną podróż panu Arabowi...
Czytałem do pewnego czasu Kapuścińskiego. Teraz wiem, że nieźle ściemniał. Czytałem go do czasu, gdy przeczytałem, że w Egipcie kobiety islamskie ze swojej własnej ochoty ubierają się w te uwłaczające kobiecej godności, szmaty. Teraz wiem, że prawdopodobnie nigdy z żadną nie rozmawiał. Dziękuję, nie mam więcej pytań do tego pana.
Nie twierdzę bynajmniej, że takich nie ma. W każdej społeczności są niewolnicy z wyboru, wiele Polek też przechodzi niemal dobrowolnie na islam. Wiem też, że są kobiety islamu, dla których nakazy religii są silniejsze od odwiecznych praw natury. Praw, które w KAŻDEJ, podkreślam, KAŻDEJ religii, ideologii czy obyczajności, nakazują kobietom być piękne i uwodzicielskie. Bo taka jest kobieca natura. Chcą być podziwiane, chcą być zawsze piękne i zrobią wszystko, żeby się podobać. Sobie, innym kobietom i mężczyznom. Choć niekoniecznie w tej właśnie kolejności... Jest tylko jedna popieprzona obyczajowość na tym świecie, która im to uniemożliwia. Islam. Nakazuje tym pięknym z natury istotom być tylko cholernym workiem kartofli. Czymś nieodgadnionym, ukrytym, zawstydzonym pod poniżającym przykryciem. Dla jeszcze większego upokorzenia kobiet, te szmaty muszą być czarne. Arabowie w lecie noszą śnieżnobiałe, odbijające światło słoneczne galabije - kobiety muszą się parzyć w czarnych. Bo kobieta jest podludziem i ma cały czas cierpieć. Te średniowieczne palanty w Arabii Saudyjskiej, zabroniły im nawet noszenia butów na obcasach. Bo stukając nimi, spędzały sen z powiek brodatym zboczeńcom!!!..
Nie mogę zapomnieć Zbyszka. Przemycał pół litra wódki. Znaleźli. Był tylko 2 tygodnie w celi, zanim zebraliśmy 10 tysięcy dolarów łapówki dla jakiegoś skurwysyna z bezpieki (łapówka, to polska wersja bakszyszu, który tam po prostu jest ustalony i ma swój oficjalny cennik). Nie w jakimś więzieniu na uboczu. Był na posterunku policji. Dobrze strzeżonym. Jest do dziś kaleką. Ma uszkodzony kręgosłup. Z wesołego, fajnego faceta został cień człowieka. Boi się zostać sam. Wyje w nocy. Musieli się przeprowadzić do domku odosobnionego, bo wyciem zakłócał sen sąsiadom. Nigdy, nikomu nie powiedział co tam się stało na tym posterunku. Na każde wspomnienie, płacze...
W tym samym czasie, gdy Zbyszek przeżywa swój dramat, w Benghazi jest jeden z polskich campów w Libii. Pan Robert, od pół roku nie odbiera wypłaty. Bo nie ma czasu! Pędzi bimber. Dla arabskich notabli. U niego kupują szefowie miejscowej bezpieki, policji, partii .(jedynej dopuszczalnej, jak kiedyś PZPR). Setki litrów tygodniowo! Przyjeżdżają swoimi limuzynami, albo posyłają kierowców. Robert pędził najlepszy bimber w tym kraju. Zarabiał na tym tyle, że jego marne zarobki w jednej z polskich firm eksportowych, to było jakieś śmieszne kieszonkowe. Pędził tego coś około 300 litrów tygodniowo, pod parasolem miejscowych władz...
Więcej szczęścia niż rozumu miał znajomy Austriak. Miał nieszczęście, że jadąc samochodem przez jakieś miasteczko. Wąziutką dróżką pomiędzy ciasnymi zabudowaniami, gdy nagle z jednej bocznej uliczki wyleciał wprost pod koła jego samochodu mały chłopczyk, może trzyletni. Mimo, że zahamował błyskawicznie w ułamku sekundy, to było to zbyt późno dla dzieciaka. Nikt by nie wyhamował, żaden samochód nie jest w stanie zatrzymać się w miejscu, nawet gdy jedzie 40 km/h. Miał cholerne szczęście, że niedaleko był posterunek policji i policjamt libijski z odległości około 200 metrów dostrzegł sytuację i zjawił się w minutę na miejscu. Zjawił się tylko po to, aby siłą zaciągnąć zdruzgotanego Austriaka na posterunek i zamknąć go w celi. Później zadwonił po posiłki i oddział wojska. Mimo, że przyjechali bardzo szybko, to już grupa kilkudziesięciu mężczyzn nieomal wyłamała solidne, zakratowane drzwi do posterunku. Grupa kilku policjantów i kilkunastu żołnierzy przez 3 dni i noce broniło tego Austriaka przed żądnym krwi tłumem. Wydawało się, że to tylko kwestia czasu, kiedy dojdzie do walki wręcz. Gdy nagle po 3ch dniach niespodziewanie się rozeszli do domów. Ojciec dzieciaka uznał, że widocznie Allah tak chciał...
Zdarzyło mi się raz płynąć promem z Tripoli na Maltę. Byłoby super, gdyby tym samym promem nie płynął Rashid, Pakistańczyk pracujący w tym samym departamencie co i ja. Rashid był zwykłym matołem, nie mającym pojęcia o technicznych aspektach pracy, ale miał wielki atut dla Arabów. Był na pielgrzymce w Mekce. On już nie musiał nic robić, był czymś w rodzaju świętej krowy...Niestety, on mnie zauważył pierwszy i nie zdążyłem się przed nim ukryć. Musiałem znosić jego towarzystwo. Tępego, przygłupawego, nawiedzonego muslimskiego fanatyka. Gdy wydawało mi się, że go wreszcie zgubiłem w tłumie podróżnych, znalazł mnie przy wychodzeniu z promu. I nudzi znowu pierdołami. Nagle zobaczył stojące w pobliżu nabrzeża prostytutki. Pyta czy one się sprzedają za pieniądze. Odparłem, że tak. Pyta 'jak to u was możliwe? To one nie mają ojców, braci, kuzynów, żeby je ukarali? Żeby im nie pozwalali na takie zachowania?' Widzę, że to go strasznie męczy. Mówię, że to ich często wolny wybór, robią co chcą i co pewnie lubią, są wolne i nikt im nie ma prawa tego zabronić. Patrzył z nienawiścią na te kurwy, złożył palce w niby pistolet i 'strzelał' do nich. Dać mu kałacha, to nawet by się nie zastanawiał...
Kiedyś rozmowa zeszła na temat zabijania małych owieczek w te ich święto. Już nie pamiętam nazwy. Co roku z okazji tego święta, rytualnie zabijają owieczkę, albo więcej. Mniej więcej jak chrześcijanie czy żydzi przed tysiącami lat. W któryś poranek wyszedłem z hotelu właśnie w dniu tego święta i całą jedną stroną ulicy spływała rzeka krwi tych ubitych owieczek. Śmierdziało do wieczora...
Pytam Samira, sympatycznego chłopaka z Benghazi, jak oni te owieczki rytualnie zabijają.
Opowiadał, że to fajna zabawa jest, bo ta owieczka nie chce się dać zarżnąć ot tak i ucieka, to ją wszyscy gonią po całym pokoju. I mają mnóstwo radości. Dzieci i dorośli śmieją się jak te przerażone jagniątko próbuje uniknąć swego losu. Aż wreszcie ktoś ją złapie i ku uciesze całej rodziny, nestor rodu z wielką wprawą poderżnie jej gardełko. I znów się wszyscy cieszą, gdy owieczka podryguje tymi nóżkami, a krew ścieka do jakiegoś naczynia. Długo wierzga, aż się całkiem wykrwawi, bo przecież musi być halal. No, widać było po sposobie opowieści, że to naprawdę ich wszystkich bawi i cieszy i nie widzą nic niestosownego w tego typu rozrywkach...
Co tu mówić o dzikiej Libii, gdy w dużo bardziej cywilizowanym Kuwejcie, w wersji gazety dla cudzoziemców 'Arab Times', na pierwszej stronie widziałem wielkie zdjęcie kilkudziesięciu nieżywych dzieciaków 3-4 letnich ułożonych pokotem na nabrzeżu, które się utopiły gdy zatonął jakiś prom na Filipinach, a akurat tym promem przenosili sierociniec wraz z jego pokrzywdzonymi przez zły los wychowankami. Wielki i miłosierny bóg ich podwójnie pokarał, jak zwykle słabych i bezbronnych...
Innym razem spłonęła jakaś dyskoteka, też chyba na Filipinach. Kilkadziesiąt ofiar, większość żywcem spalonych.I znowu na pierwszej stronie ogromne zdjęcie pokręcanych, spalonych zwłok młodych ludzi. Nieco pod zdjęciem jak gdyby nigdy nic wielki napis "Happy al Mubarak". Lubią się strasznie napawać widokiem śmierci, krwi, zwłok, cierpień. Z dziką ochotą uwielbiali napawać się widokiem dopiero co zabitych lub tylko ciężko rannych ofiar wypadków samochodowych, co w każdym kraju arabskim, przy ich stylu jeżdżenia było normą. W weekendy w takim małym Kuwejcie ginęło średnio kilkanaście osób w strasznych wypadkach. Ich żywiołowa i dzika natura powodowała niesamowicie nieostrozną jazdę plus kompletny brak wyobraźni. Każdy wypadek to płonące samochody, ogień i dym i .... kilkaset gapiów przepychających się energicznie jak najbliżej ofiar, aby z jakąś lubieżną i dziką radością delektować się strasznymi scenami. Faceci z kilkuletnimi synami, matki z dziećmi na rękach...
Zdarzyło mi się poznać arabskie przechrzty. Niezwykle rzadkie zjawisko społeczne.
Był polski kościół w Ahmadi, ale któryś z kumpli rzucił, że w centrum jest jakiś kościół anglikański czy protestancki i chodzą do niego fajne Filipinki. No to trzeba koniecznie zwiedzić. Ten kościół. To znaczy, kościół też. Wybraliśmy się na pasterkę. Jakoś do środka nas nie ciągnęło, tośmy stali w bramie wejściowej i dyskretnie zerkali na wchodzące piękności. Piękności różnej urody, że się tak politycznie wyrażę. Ale ja tym razem nie o tym. Bo ciekawsi byli Arabowie stojący dyskretnie z boczku. Oni nas obserwowali, a my ich. Zaczęliśmy się nieco wkurzać, bo już każdy z nas miał dość zaczepek miejscowych tabunów homosiów i chętnie by któremuś wyciął ze łba, choć to straszne ryzyko w arabskim kraju było. W końcu któryś nie wytrzymał i podszedł do gosków z zapytaniem, co oni tak się czają jak garbaty przed skokiem. Okazało się, że oni odprowadzili swoje żony do kościoła, a sami boją się wejść, bo są apostatami. Z islamu apostatami, a w tych krajach to niemal samobójstwo. Bali się, że fundamenty obserwują wejście do kosciołów i mogą się na nich gdzieś zaczaić. Trochę pogadaliśmy z nimi. Byli to jedyni Arabowie, którzy rozmawiali z nami jak równy z równym. Bez tej wkurzającej islamskiej wyższości. Można im tylko współczuć takiego życia, jakie sobie zgotowali. Tzn i tak mieli szczęście, że Kuwejt taki proamerykański i w miarę cywilizowany, bo w każdym innym kraju już by nie żyli, a tu pewnie kilka lat im pozwolą. Ich żony to poznane na studiach dziewczyny z Polski, Słowacji, Rosji, Niemiec. Różnie. Taki postawiły dziewczyny warunek i z miłości ci faceci się przechrzcili. Z miłości do swej wybranki poświęcili swoich rodziców, krewnych, przyjaciól, gdyż wszyscy się ich wyrzekli. Smutne życie w piekielnym, totalitarnym systemie...
Tam poznałem piękną Irankę. To znaczy poznałem ich sporo. Chętnie poznawałem, bo to przepiękne kobiety. Oczywiście nic więcej nie było. Bo mężatki, zaręczone, itp. Choć jeśli któryś facet chce się poczuć dowartościowany, powinien pojechać do Iranu czy Arabii. Żeby zobaczyć jak to jest, gdy kobiety z podziwem i zachwytem patrzą na faceta z naszego kręgu kulturowego. One mają do perfekcji opanowane uwodzenie oczami. Gdy widać i czuć w naerotyzowanej aurze wokół nich, że europejski typ faceta powoduje silne emocje u tych pań. Bardzo silne. W ich oczach widać iskierki, ten uwodzicielski wzrok nie może kłamać... Z tą jedną (już nie pamiętam nawet jej imienia) coś zaiskrzyło. Jej ojciec był na kontrakcie od kilkunastu lat, to mieszkała z rodzicami. Najpierw złapałem jej wzrok, gdy mi się przyglądała, kiedy próbowałem odczytać coś na opakowaniu. Innym razem ośmieliłem się, żeby ją poprosić o odczytanie składników na jakimś produkcie. Z ogromną radością tłumaczyła mi przez 15 chyba minut, drocząc się z wdziękiem jaki mają tylko Iranki. Coś zaczynało we mnie pękać, acz świeżo byłem po przejściach z moją ex i mocnym postanowieniu nigdy więcej gorących uczuć! Ale nikt nie potrafi tak łatwo łamać serc jak piękne, nieprawdopodobnie zgrabne. pełne niesamowitego wdzięku Iranki. One już chyba takie się rodzą, bo robią to z tak naturalną swobodą, iż nie mogłyby się tego nauczyć w żadnej szkole uwodzenia. Było coraz bliżej, już wiedziała w jakich porach przychodzę, jaką mam marszrutę w tym supermarkecie i czekała na mnie. Z najpiękniejszym usmiechem radości jaki w życiu widziałem. To nie był uśmiech. To była radość całym jej jestestwem. Promieniała tak, iz bałem się że spowoduje pożar tego marketu... Rozmawialiśmy coraz częściej i coraz śmielej. Wydawało się, że będzie z tego wielkie, romantyczne uczucie....
Niemniej nie uszło mojej uwadze jej skrępowanie, gdy przechodził w pobliżu któryś z męskich pracowników sklepu. Ona momentalnie poważniała i sztywniała. Intrygowało mnie to dość długo, zanim zdecydowałem się spytać o taką dziwna reakcję. Masz kogoś innego? Obiecałaś coś któremu? Popatrzyła mi w oczy i powiedziała, że jest muzułmanką i jej nie przystoi rozmawiać z obcym w dodatku niemuzułmaninem...
Nie wiem jak wtedy doszedłem do mieszkania. Nie pamiętam czy zapłaciłem za zakupy. Nie pamiętam czy zrobiłem nawet jakieś zakupy. Pamiętam tylko złość na nią, na jej rodzinę, na cały świat. Wiedziałem, że nie zostanę muslimem za skarby świata, a z nią muzułmanką musielibysmy całe życie uciekać i się ukrywać przed zemstą pohańbionego, muslimskiego rodu. Najbardziej okrutnej, zdegenerowanej, dzikiej i bezlitosnej obyczajowości 20 wieku...
Już nie chodziłem więcej do tego marketu. Chodziłem do innego, znacznie dalej, w zupełnie przeciwnym kierunku. Tylko raz ją później spotkałem, zupełnym przypadkiem na targu warzywnym w sąsiedniej dzielnicy. Poznała mnie z daleka. W jej oczach był niesamowity smutek, aż zakłuło mnie serce. Nie było złości, gniewu. Ale było też coś w jej wzroku, co mówiło mi, że zrozumiała iż nasz związek nie miałby szans w tym kretyńskim świecie, średniowiecznej obyczajowości. Że zbyt długo nie daliby nam się cieszyć szczęściem, że oboje źle skończylibyśmy. Nie było w jej wzroku oskarżenia, tylko ogromny smutek i żal do okrutnego losu...
Pewnie teraz jest mężatką z siedmiorgiem dzieci. Musi udawać szczęśliwą żonę, która nigdy nawet nie pomyślała o innym facecie niż obecny małżonek czyli właściciel jej i ich dzieci...
Żebracy są wszędzie. o ile w Kuwejcie czy Emiratach, głównie obcokrajowcy (Bangladesze, Afgańczycy) żebrzą choćby o papierosa i chodzą po śmietnikach, to w krajach typu Egipt, Libia, Algieria to już domena miejscowych. I nie piszę tu o tej jałmużnie w czasie Ramadanu, która jest tam jakoś religijnie uzasadniona, a nawet jest uświęconym obyczajem. Piszę o tej codziennej żebraninie z czegoś wynikającej. Albo z takiej natury co niektórych, albo z absolutnej, niewyobrażalnej nędzy. Poza Ramadanem żebranina jest ścigana dość bezpardonowo. Pamiętam w Gizie, podszedł do nas chłopak może 13 letni i na migi pokazywał, że jest głodny. Zanim wyciągneliśmy jakiegoś dolara złapało go dwóch dryblasów i bijąc go niemiłosiernie, kopniakami go pogonili...
Żebrających bab można się przestraszyć. Przechodzisz, wydaje ci się, że mijasz czarny worek na śmieci, a tu nagle ten worek łypie na ciebie jednym odsłoniętym okiem i za sekundę z przepastnych szmat wydobywa się prosząca, pomarszczona dłoń...
Kiedyś czytałem jakąś opinię na którymś z portali i związaną z tym dyskusję, jacy to czyści ludzie, ci Arabowie, Pakistańczycy i inni muzułmanie. Ze śmiechu małom się nie popłakał, a ręce spazmatycznie mi się trzęsły, aż nie umiałem odpisać co o takich bzdurach myślę. Owszem, są ludzie wychowani na Zachodzie, po studiach, mający kontakty biznesowe itp. Ale to garstka. ktoś kiedyś widział i słyszał muzułmanina robiącego oblucje przed pójściem do meczetu na modły? Obrzydliwe charchanie, plucie i smarkanie. Muszą wszystko wyrzygać z siebie. Ktoś widział jak wygląda łazienka po takich czynnościach? Nie opiszę, wystarczy że na samo wspomnienie jeszcze teraz jest mi niedobrze. A niektórzy czytający mogą być po dobrej kolacji. Szkoda by było. Ale mniejsza o mycie rytualne. Zdarzyło mi sie na jednym z pól naftowych mieszkać po sąsiedzku z Arabem i tam była do dyspozycji jedna łazienka na dwóch. Koledzy mnie uprzedzali, ale myślałem ; wstrętni rasiści, przecież Arabowie są różni. Pod tym względem nie są. Po dwóch dniach puszczania pawia na widok 'eksponatów'i aromaty, poprosiłem kolegów czy mogę do nich przychodzić się załatwić czy wykąpać. Oni już wiedzieli o co biega i nie mieli żadnych zastrzeżeń, a dużo zrozumienia dla nieszęścia, które stało się moim udziałem. W końcu każdy przez to przeszedł. Po prostu o-brzy-dli-wość...
Mój pierwszy przyjazd do Libii. Przed samym Tobrukiem przystanek przed restauracją. Coś zjeść ciepłego, napić się, załatwić.... Właśnie. Niczego nie podejrzewając idę do toalety. Nawet był ( jak nigdzie indziej!) znak WC. Ok wchodzę. 1,5 sekundy później wymiotowałem za ubikacją. Nieprawdopodobny smród, bo wszędzie, po wszystkich scianach wysmarowane gównem! Oni nie używają papieru toaletowego, tylko podcieraja się łapkami, mają taki wężyk z kranikiem do umycia dupska, tylko że paluszków już im się nie chce szorować, to je wycierają o ścianę.... Smacznego kebaba.
Niebezpieczne sytuacje? Mnóstwo. Nie dość że przyroda wyjątkowo neprzyjazna. Upały, susza, potężne wichury. Zmije pustynne, skorpiony, Beduini. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Kiedyś pojechałem z pewnym Niemcem do urządzenia daleko od namiastki nawet cywilizacji. Kilkadziesiąt kilkometrów od campu. Ja wymieniałem na szczycie nadajnika żarówki bezpieczeństwa, Niemiec jakiś panel elektryczny na dole, gdy widzę, że nadjeżdża grupa kilkunastu samochodów. Schodzę żeby powiadomić Hansa, gdy w tym czasie samochody zatrzymały się za ogrodzeniem ochronnym budynku. Z samochodów wysiadło kilkudziesięciu Beduinów, uzbrojonych w strzelby i kałachy. Nie był to zachęcający widok. Nie było dokąd uciec na środku pustyni. Weszli, otaksowali nas milcząco ponurym wzrokiem, weszli do budynku i czegoś wyraźnie szukali. Nie miałem pojęcia czy to jakiś napad, czy próba porwania. Okazało się, że szukali swoich 300 owiec, które gdzieś im się zapodziały na pustyni. Jako, że ich u nas nie znaleźli, machnęli ręką, coś tam pogadali i odjechali.... Ulga.
W dużo większe kłopoty wpadłem, gdy jeden z niewielu razy złamałem absolutnie żelazną zasadę bezgranicznej nieufności wobec każdego Araba i wyznawcy Allaha. To co nam starsi koledzy wbijali kilka razy dziennie do głowy. NIE UFAJ ŻADNEMU ARABOWI W JAKIEJKOLWIEK SPRAWIE. NIGDY!
Złamałem tę zasady przypadkiem w najbardziej banalny sposób, jaki można sobie wyobrazić. Skumplowałem się z jednym w porządku gościem. Łebski facet, jedyny znający się na rzeczy, JEDYNY zainteresowany nie tylko najchetniej wykonywana czynnością ludów północnej Afryki czyli:gadaniem, gadaniem i gadaniem. Amir był naprawdę zainteresowany technicznymi aspektami pracy, miał zupełnie niezłą wiedzę w naszej dziedzinie, w absolutnym przeciwieństwie do reszty kolegów z departamentu. Był absolutnym zaprzeczeniem arabskiej nieudolności i braku zainteresowania czymkolwiek innym poza czytaniem koranu i grzmoceniem białych dziwek. Dlatego świetnie mi się z nim rozmawiało na tematy problemów technicznych i szukaniu sposobów ich rozwiązań. To uspiło moją czujność. Kiedyś jadąc na jeden z obiektów przejeżdżalismy obok mojego trailera. Powiedziałem mu, że zaniosę tylko trochę cukru do pokoju, żeby sobie rano kawę posłodzić. Bo ja bez kawy nie potrafię się obudzić rano. On wyszedł za mną i stojąc w drzwiach zobaczył na moim stolika 'Playboya'. Spytał czy przeczytałem już. Odparłem, że tak, to juz stary, nieaktualny numer. Spytał czy może go sobie wziąć, odparłem odruchowo, że proszę bardzo. Tak jak bym odparł każdemu Polakowi, Anglikowi czy Serbowi w takiej sytuacji. Tylko tknęło mnie, żeby mu zaznaczyć, żeby nikomu nie napomknął skąd go ma. Ok, no problem, of course itp.
Po kilku dniach inny chłopak z naszego departamentu pyta się mnie czy nie mam jakiegoś starego 'playboya'. Odparłem zdziwiony, że nie mam żadnego. Fuknął tylko gniewnie i odszedł. Nazajutrz podszedł i powiedział, że on też chce 'playboya', bo dałem przecież jednego Amirowi to on też chce. Cóż mogłem zrobić. Kumpel mnie wkopał, ale wtedy naprawdę nie miałem drugiego egzemplarza. Mówię mu, że miałem tylko jeden już przeczytałem to dałem go Amirowi . Odparł, że wie że nie chcę mu dać, ale żebym mu przywiózł następnym razem, bo jak nie to pójdzie do security, że rozpowszechniam po campie pornografię. A to bardzo poważny zarzut w tym dzikim kraju, o poważnych konsekwencjach. Obiecałem, że na następną rotację mu przywiozę. I żeby nie ryzykować, przywiozłem. Myślałem, że to koniec sprawy, ale jakże się myliłem. Tu mała dygresja. Było na tym polu naftowym kilkunastu Polaków, trzymaliśmy się razem, ale dwóch było wykluczonych ze wspólnoty, bo to byli prezenciarze. Tak ich nazywaliśmy. Oni na każdą rotację przywozili cały bagaż prezentów dla sadików. Tak się obkupywali w łaski autochtonów. Niby ich problem, ale odbijał się na pozostałych, bo inni Arabowie też domagali się na ich przykładzie, żeby im prezenty przywozić. Jako, że nikt nie miał zamiaru się tak poniżać, było się narażonym na różne niemiłe sytuacje w codziennej, nudnej egzystencji na pustyni. Nic wielkiego, tylko małe uciążliwości i pstryczki w nos przy każdej możliwej okazji. Wolałem się kumplom nie przyznawać w co się wpakowałem, żeby mnie przypadkiem nie uznali też za prezenciarza.
Po kilku dniach podszedł do mnie słabo znany gostek z jakiegoś innego departamentu, widziałem go kilka razy, pewnie na stołówce, ale nawet nie wiem gdzie pracował. To znaczy, gdzie chodził do pracy. Ni z tego, ni z owego pyta mnie, a własciwie wydaje mi polecenie, żebym mu też przywiózł 'Playboya' albo podobna gazetę. Powiedziałem, że nic nikomu nie przywożę i ktoś cię wprowadził w błąd. Odparł, że ten koleś z mojej sekcji mu powiedział od kogo ma swój egzemplarz i mam jemu też przywieźć jeśli nie chcę mieć kłopotów. Sprawa wyglądała poważnie i udałem się do naszej starszyzny, skruszony wysłuchać co mam teraz głupi i naiwny zrobić. Zrezygnowani kumple nie widzieli tego w różowych kolorach i stwierdzili, że teraz mam już przerąbane i niewiele mogę zrobić. Będę musiał tych różnych gazetek wozić coraz więcej, aż pewnego razu wpadnę na granicy i będzie po mnie.
Wobec takiej perspektywy obiecałem typowi, że przywiozę mu następnym razem, żeby nikomu nie mówił itp, choć wiedziałem, że te zapewnienia sa tak realne jak obietnice Tuska o drugiej Irlandii. Następnym razem nie przywiozłem gazetki i powiedziałem mu, że skonfiskowali mi na granicy, że miałem sporo kłopotów przez niego i więcej im niczego nie przywiozę, nie będę ryzykował. Odwrócił się na pięcie i odszedł. Za 2 dni administracja przeniosła mnie z trailera do kompleksu hotelowego. Najbardziej syfiaty pokój z możliwych, w sąsiedztwie największego syfiarza wśród Arabów do jednej łazienki. Tenże syfiarz zreztą ukradł mi na drugi dzień magnetofon. To była moja jedyna rozrywka w tym wrogim środowisku, gdy nie było w pokoju telewizora czy wideo, mogłem założyć słuchawki na uszy i słuchac sobie ulubionej muzyki zamiast słuchania przekrzykiwania się sadików z telewizorem na cały regulator czy słuchania wycia muzeina. I ten magnetofon mi zniknął ze stolika, gdy poszedłem tylko na chwilkę do toalety. Widziałem, że syfiarz siedział w swoim pokoju, bo nigdy drzwi nie zamykał (jakby się chciał wszyskim przechodzącym pochwalić nieprawdopodobnym burdelem w swoim pokoju). Wietrzył, swój syf, gdyz inaczej pewnie by się udusił we własnym smrodzie. Gdy wróciłem po minucie, magnetofonu nie było. Spytałem go tylko, czy ktoś wchodził do mojego pokoju w międzyczasie. Odparł, że nie, skąd. No to się sam przyznał. Poszedłem do security i mówię tylko, że zniknął mi magnetofon Sony, właśnie przed chwilką. Ochroniarz popatrzył na mnie dziwnie i powiedział, że sprawdzą. Następnego dnia wzywają mnie do security i ten sam ćwok pyta mnie dlaczego oskarżam Libijczyków o kradzież mojego walkmena. Ze zdziwienia mało mi szczęka na podłogę nie opadła. Odpowiedziałem, 'Czy ja kogokolwiek podejrzewam? Chciałem tylko, żebyście znaleźli mój magnetofon, bo mi zniknął z pokoju. Na nikogo nie wskazywałem, tylko zgłosiłem jego zniknięcie'. On na to, że muszę najpierw udowodnić, że miałem jakiś magnetofon, zanim oni podejmą jakiekolwiek działania...
Nie umiał mi odpowiedzieć na pytanie, jak mam to udowodnic teraz, gdy rzeczony przedmiot zniknął na dobre...
Opowiedziałem kumplom co mi się przydarzyło i najstarszy z Polaków, będący supervisorem w jednym z departamentów, powiedział, że będę musiał się ewakuować, a on postara się załatwić to jak najszybciej. Może zdąży zanim będzie po mnie. Po dwóch dniach znowu wezwanie do security. Któryś z Arabów poskarżył się, że podczas wstawiania mu jednego z urządzeń do pokoju, ktoś szperał w jego rzeczach i jakieś drobiazgi mu zniknęły. Ja z jednym Serbem wnosiliśmy to urządzenie do jego pokoju. Moje szczęście tym razem polegało na tym, że ja tylko pomagałem Serbowi we wniesieniu grata i po wniesieniu tego urządzenia zaraz wyszedłem, bo miałem inna pilną robotę, a do uruchomienia urządzenia został w pokoju sam Serb. I Serb przy kilku ważnych osobach potwierdził, że tak właśnie było. A skoro to nie ja byłem podejrzany, już i spray nie było. Nikt się już Serba o nic nie pytał... Sytuacja zaczynała się robić bardzo niebezpieczna i najbliższym samolotem wyleciałem do centrali w Tripolisie i szefowie skierowali mnie na inne pole. Nauczka na zawsze i szczerze polecam innym. NIGDY NIE WIERZ ARABOM! Bo cię zniszczą, jeśli im w najdurniejszej sprawie podpadniesz. Są niezwykle solidarni. Między soba się nieraz gryzą jak psy, ale gdy mają obcego wroga, natychmiast będą niszczyc obcego, na ten czas odkładając wzajemne animozje. Po mojej przygodzie, usłyszałem od innych dziesiątki podobnych przykładów. Przynajmniej niechcący zasłużyłem na zaufanie reszty 'niewiernych psów' w tym niebezpiecznym kraju. Bo byli i tacy Polacy, którzy trzymali sztamę z Arabami, stąd ta nieufność innych narodowości wobec Polaków na libijskich polach naftowych...
W Kuwejcie pod koniec pobytu łaziłem z kumplem po różnych sklepach w centrum, bo chciał kupić jakiś drobiazg swojej żonie. Wpadł na pomysł, że kupi jej jakieś extra eleganckie rajstopy może nawet pończochy. No to weszliśmy do takiego sklepu z akcesoriami dla pań. Już pominę zaskoczenie jakieśmy spowodowali wejściem do takiego przybytku. Na szczęście w Kuwejcie są przyzwyczajeni do dziwactw i fanaberii białasów. Co najbardziej mnie zaskoczyło, wręcz zaszokowało? To widok 3 dziewczyn pracujących w sklepie, które zajmowały się niczym innym, jak tylko zamalowywaniem nóg, dekoltów czy jakiejkowiek innej golizny na etykietach rajstop, staników, czy nawet zbyt obcisłych spodni na modelkach! Na każdym jednym opakowaniu! Tylko taką miały pracę i to je pochłaniało przez 8 godzin na dobę. To niewiarygodne jak ciemni,obskuranccy, kołtuńscy i zacofani są wyznawcy tej religii. Żeby nawet zbyt obcisłe spodnie zamalowywać mazakiem...
Gdy któryś z arabskich pracowników informował na tablicy ogłoszeń o swoim weselu, to oczywiście rysunkowa podobizna jakiejś nieokreślonej pani młodej na rysunku na widokówce, musiała mieć domalowane chomąto na twarzy i zamalowany dekolt...
I tak na koniec, sprawa sprzed kilku dni. Na jednej z platform wydobywczych na Pacyfiku, rozmawiam przy kawie z pewnym Rumunem. Pola naftowe, pletformy wiertnicze czy wydobywcze , to zbieranina z całego świata, a językiem obowiązującym jest angielski. Tak sobie rozmawiamy o pracy, o problemach technicznych czy aprowizacyjnych. Temat schodzi na nasze dotychczasowe miejsca pracy. Okazuje się , że Rumun pracował też w Libii. Tyle że na platformie wybobywczej, a ja na Saharze. Ale z ciekawości pytam co tam się zmieniło, jak tam teraz jest itp. W końcu go pytam czemu sobie zmienił? Tam miał przecież bliżej do domu, 2 godziny lotu z Tripolisu do Bukaresztu, a tu sie trzeba 2,5 dnia tłuc po różnych liniach lotniczych. Westchnął i powiedział: "nieporozumienia kulturowe". Chociaż był instruowany przez bardziej doświadczonych kumpli, żeby na tematy religijne z nimi nie dyskutować, to raz dał się głupio podejść. Rozmawiał z jednym z Arabów, który mu zachwalał islam, a szczególnie życie po pójściu do ichniego raju. Opowiadał jak tam dostanie od Allaha 100 pałaców, w każdej 100 najpiękniejszych wiecznych dziewic do bzykania. Jak to dobrze być bogobojnym muslimem.... I wtedy Rumun bez zastanowienia zażartował: 'A ty będziesz miał na tyle sił, żeby wszystkie te dziewice obsłużyć?'. Mówi: jak na niego spojrzał, jak się zerwał od stołu, jak zaczął drzeć mordę, że obraża islam i ich świętą religię. Że drwi sobie z ich wierzeń. Itp itd.
O tyle jest tam teraz dobrze, że nazajutrz już leciał do Bukaresztu...
Pozdrawiam tolerancyjnych kretynów...
Ciąg dalszy może kiedyś nastąpi...
Rok studiów: pierwszy
Dołączyła: 14 Kwi 2008 Posty: 1627
Wysłany: 2010-12-21, 13:08
Islamizacja Francji jest przykładem państwa, które odrzuciło własną religię i tożsamość katolicką. Agresywny laicyzm nie jest rozwiązaniem, choć niektórzy jeszcze się łudzą.
Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2010-12-21, 13:55
Muzułmańska swołocz omija bramy narodów głęboko wierzących, ale to akurat jest mało istotne. Liczy się demografia, a ta w państwach zachodu jak i u nas podupada. Niestety nikt nie mógł przypuszczać, że muzułmanie zamiast harować jak Azjaci, będą żyli jak pasożyt na socjalu płodząc fabrycznie dzieci. My niedługo też będziemy musieli sprowadzać imigrantów, ponieważ mamy jedno z najsłabszych wskaźników urodzeń w Europie, przez co już za parę lat będziemy mieli większy problem z emeryturami. No i już lepiej nie mówić jaki sajgon (nie mylić z sajgonkami, które akurat mi smakują ) będziemy mieli za 15 lat, ponieważ nic nie wskazuje na to aby sytuacja miałaby się polepszać, gdyż po 2018 pokolenie wyżu demograficznego z lat 80 minie, chyba że wprowadzimy rozsądny socjal, czyli ogromny hajs dla rodzin ubogich, na wzór Francji czy Szwecji - jak się okazało te dwa państwa poprzez solidne wsparcie materialne najlepiej sobie radzą z niżem, ale na to nas nie będzie stać co najmniej przez dekadę (rządowe przewidywania mówią, że podwyżki podatków - VAT i tym podobne, w imię krucjaty przeciwko zadłużaniu się państwa ustaną dopiero za 8 lat). A wspieranie rodzin, aby płodziły dzieci, mimo że powinno być priorytetem, jest to rzecz bardzo droga i nie w pełni efektywna.
Sprowadzenie emigrantów będzie konieczne, to od naszych polityków jednak zależy jakiej jakości będą to emigranci. Czy zatwardziali ograniczeni umysłowo przybysze z religią pokoju, czy też wykształceni ludzie chętni do pracy i zostania tutaj na zawsze, o tym samym bądź podobnym kręgu kulturowym. Najlepiej żeby to byli Rosjanie, ale oni w swoim kraju w porównaniu do nas nie mają aż tak biednie i to się raczej nie zmieni w perspektywie kilkunastu lat, no chyba że Tuskowe rządy przyniosą rewolucję gospodarczą i dociągniemy zamożnością do średniej unijnej - ale sądząc po tym co nam on szykuje, czyli drugą Irlandię, to śmiem w to bardzo wątpić. Tak czy siak siła jest w Ukraińcach lub Białorusinach, ale oni wolą bardziej obierać kierunek Moskiewski. No ale zawsze są Azjaci Jest jeszcze szansa na to, że Polacy wrócą z tej młodej emigracji, ale jest to niestety mała szansa.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Adm 2010-12-21, 14:47, w całości zmieniany 1 raz
Rozwiązaniem by był gdyby był stosowany na równi w stosunku do wszystkich religii. Katolik we Francji ma zakaz stanąć i się przeżegnać, ale jak widać na tym filmie muzułmanie już takiego zakazu nie przestrzegają i w imię "poprawności politycznej" nikt z tym nic nie robi.
Rok studiów: pierwszy
Dołączyła: 14 Kwi 2008 Posty: 1627
Wysłany: 2010-12-21, 17:25
Agresywny laicyzm prowadzi do łamania praw naturalnych. Gdyby ludzie w Europie byli wierni chrześcijaństwu, to nie byłoby dzisiaj problemu z przyrostem naturalnym, starzeniem się społeczeństw i islamizacją Europy.
Wypaczenie myślenia dotknęło też biskupów z Zachodniej Europy, bo sprzedają nieczynne kościoły (z braku wiernych) organizacjom islamskim, które je przerabiają na meczety. Z kolei przed sprzedaniem kościoła FSSPX bronią się rękami i nogami, co jest niezrozumiałe i chore.
Tolerancja powinna być, ale nie na takich zasadach jak teraz.
[ Dodano: 2010-12-21, 17:30 ]
pogonifan napisał/a:
Rozwiązaniem by był gdyby był stosowany na równi w stosunku do wszystkich religii.
Doprowadziłby do pustki aksjologicznej, wypaczenia sumień i do autodestrukcji Europy i jej kultury.
Fundamentem kultury europejskiej (zachodniej) nie jest stricte chrześcijaństwo jako takie (nie jest nawet twór naszej kultury). Co nie zmienia faktu, że tylko powrót do chrześcijaństwa mógłby moim zdaniem islamizacje zatrzymać.
Rok studiów: czwarty
Dołączył: 18 Mar 2008 Posty: 1824 Skąd: papa mobile
Wysłany: 2010-12-21, 20:57
rotmistrz napisał/a:
Gdyby ludzie w Europie byli wierni chrześcijaństwu, to nie byłoby dzisiaj problemu z przyrostem naturalnym, starzeniem się społeczeństw i islamizacją Europy.
Ty jesteś bardzo wierny chrześcijaństwu a jakoś przyrostu naturalnego nie poprawisz ;]
_________________ "Men never commit evil so fully and joyfuly as when they do it for religious convictions."
Blaise Pascal
Rok studiów: IV
Dołączył: 25 Lip 2008 Posty: 936 Skąd: Szczecin
Wysłany: 2010-12-21, 21:23
mogłeś się porwać na coś bardziej ambitnego
_________________ "Gdy obstrukcjoniści staną się zbyt irytujący,
nazwijcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami. Skojarzenie to, wystarczająco często powtarzane, stanie się faktem w opinii publicznej" - Józef Stalin
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum