Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2008-05-11, 14:16
zatem w skrocie mowiac
Cytat:
Możliwości inwestycyjne PGE w latach 2008-2025 wyniosą około 116 mld zł - szacują Polskie Sieci Elektroenergetyczne
Cytat:
Według nich, w latach 2007-2016 PGE będzie stać na inwestycje rzędu 41,4 mld zł. Oznacza to, że grupę byłoby stać na sfinansowanie w tym czasie budowy pierwszego bloku elektrowni atomowej (1600 MW). Jej koszt oceniany jest na 12- -14 mld zł.
Cytat:
Z analiz PSE wynika, że w ramach przyszłej PGE pierwszy blok elektrowni atomowej mógłby być uruchomiony w 2021 roku, a następny - też o mocy 1600 MW - do 2031 roku.
Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2008-05-14, 18:42
Strefa ściemy
22 lata temu w Czarnobylu miała miejsce najsłynniejsza katastrofa atomowa. Jej sława jest tak wielka, że dokładnie zasłania prawdę o zamkniętej strefie wokół elektrowni.
Strefa śmierci – 30-kilometrowe koło wokół elektrowni czarnobylskiej – to skażona na wieki ziemia, którą porastają dziwacznie zniekształcone rośliny i zamieszkują zmutowane zwierzęta. Wejście w tę wyludnioną, przeklętą krainę jest igraniem ze śmiercią, narażaniem się na trudne do oszacowania dawki zabójczego promieniowania. Tyle przynajmniej mówi legenda.
Jak na wyprawę do strefy śmierci zaczyna się niewinnie. O 6 rano spod Pałacu Kultury w Warszawie ruszamy autokarem w 20-godzinną podróż przez Ukrainę. W środku nocy trafiamy do śpiącego miasta Sławutycz. W kilkuosobowych grupach idziemy do mieszkań byłych pracowników elektrowni czarnobylskiej, którzy wyprowadzili się do Kijowa.
Mieliśmy spać w jedynym w mieście hotelu, ale Europejski w ostatniej chwili wykazał się specyficznym dla tego kawałka świata sprytem i podniósł ceny o ponad połowę. Szybka akcja sprawiła, że Europejski został bez gości, a po mieście rozeszła się sensacyj-na wiadomość, że przyjezdni z Polski wykiwali kierownictwo hotelu. Chyba wszyscy w głębi ducha się cieszyli.
Następnego dnia rano szykujemy się na wjazd do strefy. Przy śniadaniu informacja, że każdy powinien mieć butelkę wody. 40 osób daje zarobić miejscowemu supermarketowi, chwilę później idziemy na stację kolejową. Dopiero teraz, w świetle dnia, można spokojnie przyjrzeć się całej grupie. Średnia wieku chyba nie przekracza 30 lat. Głównie faceci ubrani w bojówki i kurtki przeciwdeszczowe. Na pierwszy rzut oka studenci, no, może tacy trochę podstarzali. Niemal każdy z aparatem, kilka osób z kamerami. Wyglądamy jak wschodnioeuropejska odmiana japońskich turystów – wszystko fotografujemy, głośno gadamy, śmiejemy się. Czuć lekką nerwowość, każdy słyszał o Czarnobylu, a ci, którzy tu trafili, zwykle wiedzą więcej niż reszta.
– Dla mojej mamy to wciąż jestem w Warszawie – śmieje się szczupły chłopak. – Nawet nie próbowałem jej mówić, gdzie jadę. Nic dziwnego, słysząc o wyjeździe do Czarnobyla, ludzie reagują na dwa sposoby. Jedni pytają, czy będę świecił po powrocie, drudzy łapią się za głowę: „A po co ci to?! Za zdrowy jesteś?”.
W drodze do strefy czeka nas szybkie szkolenie. Prowadzący – Sergiej Wiktorowicz Akulinin, licencjonowany przewodnik po strefie, kiedyś operator turbiny reaktora 2 w Czarnobylu. Potężny, brodaty mężczyzna o wiecznie zatroskanej twarzy zaczyna po rosyjsku tłumaczyć zasady obowiązujące w strefie.
– Na początek podwińcie nogawki spodni – o tak, żeby nie szurały po ziemi i nie łapały pyłu. Niczego nie podnoście z ziemi. Im mniej dotykacie, tym lepiej dla was. Każdy ma butelkę wody? Dobrze. Gdy chcecie się napić, najpierw weźcie łyk, wypłuczcie usta i wyplujcie. To po to, żeby do organizmu nie dostały się skażenia.
Tłumaczący słowa przewodnika doktor Marek Rabiński z Polskiego Towarzystwa Nukleonicznego zachowuje pełną powagę, ale to on przy śniadaniu mówił, że obowiązujące w strefie zasady pochodzą sprzed kilkunastu lat, gdy poziom skażenia był znacznie wyższy.
Z blaszanego baraku dworca trafiamy do autobusu i jedziemy w stronę czwartego bloku. Dopiero dociera do mnie, że jestem w legendarnej strefie śmierci, w dodatku kilkaset metrów od epicentrum katastrofy z 1986 roku. Wokół właśnie robi się zielono, wszędzie widać spieszących się gdzieś ludzi. Wygląda to raczej na mocno zaniedbaną fabrykę nawozów niż najsłynniejszą elektrownię atomową świata. Żadnych postaci w strojach ochrony radiologicznej, ani śladu po dwugłowych zającach.
Wysiadamy 200 metrów od reaktora 4. W ruch idą liczniki Geigera przywiezione z Polski. Pierwszy odczyt i pogardliwe prychnięcia – 4,6 mikrosiwerta na godzinę. W Lądku‑Zdroju znanym z dobroczynnych wód radonowych poziom promieniowania jest trzy, czterokrotnie wyższy. Według szalenie restrykcyjnych norm ochrony radiologicznej roczna dawka promieniowania niewywołująca żadnych efektów to 3,5 milisiwerta*. Szybkie obliczenia – żeby dostać roczną dawkę promieniowania, musiałbym tu stać bez ruchu przez po-nad 30 dni i nocy. Nie brzmi zbyt groźnie.
Potem przydługi wykład o szczegółach katastrofy i akcji ratunkowej. Słuchamy go w centrum informacji położonym dokładnie na wprost reaktora. Wszystko przygotowane dla turystów, bezpieczne, zorganizowane. Cała nerwowość uleciała, panuje nastrój szkolnej wycieczki zwiedzającej muzeum tkactwa i rękodzielnictwa.
Czeka nas jeszcze wyjazd do miast Czarnobyl i Prypeć. Po drodze namawiamy Siergieja, by zatrzymał nasz autokar w jednej z opuszczonych wiosek. 20 metrów od drogi widać niewielkie wzgórki. Na każdym z nich zatknięta tabliczka z mocno wypłowiałym rysunkiem trójlistnej koniczynki – ostrzeżenia o radiacji. To prowizoryczne składowiska odpadów: ziemi, drzew, maszyn skażonych w czasie akcji ratunkowej. Wywożono je i zakopywano byle gdzie, zasypując cienką warstwą ziemi.
Siergiej bez przekonania rzuca tylko, by nie wchodzić na trawę. Licznik wysunięty ostrożnie poza asfalt drogi pokazuje śmieszne 0,15 mikrosiwerta. Idziemy dalej. Tuż koło tabliczki ostrzegawczej, na szczycie górki – 0,20 mikrosiwerta. Gdy przed odjazdem zmierzyliśmy poziom promieniowania pod Pałacem Kultury, wyszło nam 0,16. Siergiej zrezygnowany siedzi w autobusie, nikt nie pyta o jego ostrzeżenia. Wkrótce docieramy do miejsca, którego legenda rozkwitła dzięki Internetowi. Przy drodze stoi potężny betonowy znak – bukwy układają się w napis: „Prypeć 1970”. To bodaj najkrócej żyjące miasto świata – przestało istnieć 16 lat po założeniu, gdy 27 kwietnia 1986 roku między godziną 13 a 16 ponad tysiąc autobusów ewakuowało 26 tysięcy jego mieszkańców. Powiedziano im, że wrócą za trzy dni, więc wzięli tylko to, co najbardziej potrzebne. Nie wrócili do dziś.
Wysypujemy się z autobusu na głównym placu miasta. Uderza cisza i mnogość roślin. Każdy trawnik, skwerek i większość chodników zarastają cienkie, młode drzewka. 16-piętrowe bloki straszą wybitymi oknami, sklepy nie mają witryn ani półek. To, co zostawili ewakuowani mieszkańcy, zostało przez lata rozkradzione.
Dostajemy mapki miasta z zaznaczonymi głównymi „atrakcjami”: szpitalem, wesołym miasteczkiem, kinem, basenem. Najpierw, podobnie jak większość wycieczek, idziemy do dawnego przedszkola. To miejsce symboliczne, traumatyczne i do granic przyzwoitości łzawe. W kolejnych pomieszczeniach widać rozrzucone lalki, czołgi, książeczki z Leninem i traktorami, małe buciki. Między nimi maski przeciwgazowe – dziwnie małe, najwyraźniej na rozmiar przedszkolaków. Na ścianach spłowiałe gazetki z tytułami „Dla was, rodzice”. Wszystko to robi wrażenie miejsca, z którego w panice uciekały dzieci i opiekunowie, trudno powstrzymać się od poszukiwania w kątach czegoś na kształt małych szkieletów. Ale nikt tu nie zginął, nikt nie uciekał.
Ewakuacja przebiegała wzorowo, dzieci wróciły do rodziców i z nimi wyjechały. Koszmarny bałagan to efekt tysięcy ludzi takich jak ja – turystów odwiedzających strefę i robiących w Prypeci miliony zdjęć.
Taka jest cała strefa. Według najbardziej wiarygodnych danych w wyniku napromieniowania zginęło 30 osób – głównie strażaków biorących udział w akcji ratunkowej. Na najczęstszy i najprostszy do wyleczenia nowotwór tarczycy zapadło 1500 dzieci, z czego zmarło dwoje lub troje. Nie stwierdzono ani jednego przypadku urodzenia dzieci z wadami spowodowanymi promieniowaniem. Słynne zdjęcia krążące po Internecie i pokazywane w telewizji to nic innego, jak normalny odsetek uszkodzonych płodów.
Mit strefy śmierci istnieje, bo ludzie kochają dramatyczne historie i panicznie boją się promieniowania. Władze Ukrainy, które mogłyby udostępnić prawdziwe dane na temat skutków katastrofy czarnobylskiej, co roku dostają z zagranicy 150 milio-nów dolarów na renty, odszkodowania i zapomogi dla rzekomych ofiar. Kto chciałby przyznać, że poszkodowanych jest naj-wyżej kilkanaście tysięcy, a nie sześć milionów ludzi, jak mówi się oficjalnie?
A ja w tydzień po powrocie nie świecę, nie mam drugiej głowy i każdemu polecam taką wycieczkę. Warto zobaczyć, jak upadają mity.
Dołączył: 20 Mar 2008 Posty: 536 Skąd: Białogard/Szczecin
Wysłany: 2008-05-14, 19:14
jesli nie wiadomo o co chodzi, to chodz o kasę, Ukraina dostaje poteżne odszkodowania za Czarnobyl, i faktycznie ludzie uwazaja ze to co raz zostało skazone to juz na zawsze
Wysłany: 2009-04-26, 10:25 Czarnobyl 23 lata później
Czarnobyl: 23 lata po katastrofie
- Katastrofa czarnobylska stała się tragedią narodową, następstwa której odczuwamy do dziś - mówił prezydent Wiktor Juszczenko.
Szef państwa wraz z bliskimi ofiar wybuchu oraz rodzinami zmarłych ratowników, którzy usuwali następstwa eksplozji, przybył na miejsce obchodów o godz. 1.23. Czwarty reaktor elektrowni w Czarnobylu eksplodował właśnie o tej godzinie.
Jak co roku nad kurhanem rozległy się uderzenia cerkiewnych dzwonów. Po złożeniu kwiatów uczestnicy uroczystości zapalili setki świec.
Eksplozja reaktora elektrowni atomowej w Czarnobylu doprowadziła do skażenia ok. 100 tys. km kwadratowych powierzchni, z czego aż 70 proc. na Białorusi. Substancje radioaktywne dotarły nad Skandynawię, Europę Środkową, w tym Polskę, a także na południe Europy - do Grecji i Włoch.
Specjaliści wciąż nie potrafią ustalić, ile ofiar śmiertelnych zebrała katastrofa.
Skutki wybuchu w elektrowni w Czarnobylu usuwało około 600 tysięcy ludzi z różnych regionów ówczesnego Związku Radzieckiego. 200 tys. z nich otrzymało podwyższone dawki promieniowania.
Strefa wokół Czarnobyla do dziś jest zamknięta. Obowiązuje tam surowy zakaz przebywania.
Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2009-07-11, 22:45
Cytat:
"Wśród naukowców od lat toczy się dyskusja na temat faktycznych rozmiarów pamiętnej katastrofy. Coraz częściej pojawiają się opinie, że długofalowe skutki awarii zostały wyolbrzymione, głównie przez żądne sensacji media oraz władze Ukrainy, Białorusi i Rosji, które w ten sposób chciały wymusić na Zachodzie większą pomoc finansową. Tym bardziej że na fali paniki, która wybuchła zaraz po katastrofie, obiecały mieszkańcom skażonych terenów szereg przywilejów, w tym mieszkania, renty i bezpłatną opiekę medyczną. Prof. Klaus Becker z Niemiec na spotkaniu Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w Wiedniu stwierdził nawet, że Zachód niepotrzebnie wydał prawie 100 mld dol. na pomoc tym krajom. Mniejsze, niż początkowo sądzono, skutki promieniowania potwierdzają też niektóre międzynarodowe organizacje.
W raporcie UNSCEAR z 2000 r. czytamy, że nie ma żadnych naukowych dowodów na to, aby wśród ludności ze skażonych terenów zwiększyła się liczba przypadków białaczki oraz wad wrodzonych u dzieci. Zarejestrowano wprawdzie zwiększoną liczbę nowotworów tarczycy, ale nie jest pewne, czy wzrost ten został spowodowany napromienieniem, czy też jest wynikiem zwiększenia liczby badań na tych terenach. Potwierdzeniem tej tezy ma być także fakt, iż obecnie w okolicach elektrowni pracuje ok. 10 tys. osób, u których nie stwierdzono żadnego uszczerbku na zdrowiu."
Ostatni raz się pytam, gdzie jest ta wasza zmutowana zwierzyna i rośliny żywiące się ludzkim mięsem ? . Swoją drogą najlepszy amatorski filmik na temat Czarnobyla jaki widziałem. Dalej deklaruję chęć wyjazdu, tylko nikt nie chce ze mną tam jechać .
Rok studiów: IV
Dołączył: 18 Mar 2008 Posty: 1274 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-01-24, 12:26
salamandra napisał/a:
Ostatni raz się pytam, gdzie jest ta wasza zmutowana zwierzyna i rośliny żywiące się ludzkim mięsem ?
W S.T.A.L.K.E.R.Z.E. :p którego polecam po obejrzeniu filmiku W grze odzwierciedlony jest KAŻDY(!!!) budynek, któy występuje w filmiku, i z tego co pamiętam nawet rozłożenie śmieci jest łudząco podobne
Pokaz zdjęć inspirowany książką I. Kostina - "Czarnobyl. Spowiedź reportera", którą także polecam bo...jest po prostu GENIALNA
Dwadzieścia lat po wybuchu reaktora w Czarnobylu, skutki tej tragedii są wciąż odczuwalne. Nazwany przez Washington Post "człowiekiem-legendą", Igor Kostin 26 kwietnia 1986 roku przeleciał nad elektrownią zaledwie kilka godzin po tym, jak rozpętało się tam piekło. Jedyne zdjęcie, jakie udało mu się wtedy zrobić, obiegło cały świat. Jego książka to niezwykłe świadectwo katastrofy, spisane i sfotografowane przez jej świadka i uczestnika. Zawiera wiele unikatowych zdjęć, wcześniej nie publikowanych.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum