Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2010-08-08, 22:57 [Polska] Gospodarka
Polska padła ofiarą gigantycznego oszustwa. Według oficjalnej statystyki oraz doniesień zachodnich ośrodków analitycznych dług publiczny Polski w 2009 roku wyniósł 684 365 mld złotych (wg Eurostatu) (dop. jak wiecie, na naszym forum, na samym dole, znajduje się aktualny przelicznik naszego długu ). Dane te niewątpliwie pochodzą z polskich ośrodków statystycznych i nie różnią się znacznie od innych oszacowań publikowanych w Polsce. Tymczasem teraz pada kwota ponad 3 bilionów złotych, czyli blisko 4,5 razy większa! Co ona oznacza? Oznacza, że Polska zbankrutowała.
Kwotę ponad 3 bilionów długu Polski podał pracownik Narodowego Banku Polskiego (Janusz Jabłonowski), co zostało odnotowane zaledwie na kilku stronach internetowych. Nikt ich nie kwestionuje.
Nasze oszacowania niewiele odbiegają od obliczeń Janusza Jabłonowskiego, a więc także nie mamy powodów, aby w nie wątpić. Problem polega na tym, że nie chodzi o błąd oszacowania, gdyż ten może wahać się w skali najwyżej 2-3%. To ujawnienie statystycznego oszustwa. Na łamach EEM wielokrotnie sygnalizowaliśmy liczne nadużycia i manipulacje w oficjalnej statystyce rachunku narodowego. Ponieważ jednak tkwimy w systemie politycznym, w którym „oddolna krytyka” najwyżej może sprowokować represje, a nie korygowanie fałszywej polityki, to oczywiście nie spotkało się z żadnym odzewem czynników rządowych.
Oszustwa mają to do siebie, że rosną, aby wreszcie eksplodować skumulowanym fałszem. To się właśnie stało.
Społeczeństwo polskie, słabo wyedukowane pod względem społecznym i ekonomicznym, atomizowane oraz ogłupiane przez dziesiątki lat, może nie wiedzieć jakie jest znaczenie przedstawionej wyżej informacji. Jej znaczenie jest oczywiste: Polska nie będzie w stanie spłacić horrendalnych zobowiązań zewnętrznych i wewnętrznych.
A skąd się one wzięły? Na pewno nie przypadkiem i nie z inicjatywy tych lub innych „osobistości”. Aby tak zniszczyć czterdziestomilionowy (przed niszczeniem) kraj potrzeba było dobrze przygotowanej strategii, a także zmobilizowania do jej wykonania olbrzymich funduszy i ludzi. W tym ok. 30 tysięcy Polaków, którzy świadomie dopuścili się działania na szkodę Polski.
Ten wątek musi być wprowadzony do analizy historycznej, która zatrzymała się na wydarzeniach sprzed dwudziestu lat, a z czasem posłużyła do odwracania uwagi od teraźniejszości. To jest wątek rozliczeń za zniszczenie Polski, za wielkie oszustwo i uczestnictwo w nim wielu bezrozumnych lub zdemoralizowanych Polaków.
Teraz zastanawiamy czy informacja Jabłonowskiego jest podyktowana osobistym sprzeciwem wobec oszukańczych praktyk statystycznych, czy służy przejściu od pełzającej eksploracji zasobów Polski do ataku spekulacyjnego, który „wieńczy dzieło”. Jedno nie wyklucza drugiego, zaś nerwowość i obserwowany wzrost agresywności ze strony międzynarodowego kapitału finansowego oraz służących mu rządów silnie przemawia za ostatecznym atakiem. W Grecji to się udało, więc dlaczego ma się nie udać w Polsce, która wydaje się już ubezwłasnowolniona?
Ale czy na pewno może się to udać? Polacy mogą wreszcie przejrzeć na oczy.
Tutaj już nie chodzi o to, czy ten artykuł jest prawdziwy, ale chodzi o to, że nasze finanse nawet w obliczu obecnego deficytu są w fatalnym stanie, o czym świadczy socjalne sterowanie gospodarką dokonane przez pseudo liberalny rząd Donalda.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Adm 2010-08-12, 13:11, w całości zmieniany 1 raz
Cholera... Aż mi się gorąco zrobiło. Mam nadzieję że jakoś damy radę i nie będzie tak strasznie jak w Grecji. Najgorsze że Ci których wybieramy aby byli naszymi przedstawicielami jedyne co robią to wymyślają strategię jak tutaj zostać na następną kadencję zamiast nas ratować...
Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2010-08-09, 14:00
Te dane nie są pewne, aczkolwiek chodzi o to, że obecny dług ujęty w statystykach nie napawa optymizmem i w takim tempie jak te cyferki rosną to niedługo Grecję dościgniemy, co potwierdza podwyżka VAT na następny rok.
Czym tu się jarać? Jeśli ten licznik co jest na dole mówi prawdę, to jesteśmy jednym z nielicznych krajów w UE gdzie dług publiczny jest poniżej biliona. Takie np. z tego co pamiętam mają dług na poziomie 6 bilionów i dopiero w tym roku zaczęli coś z tym robić. Podobnie jest Francją, czy Anglią. Nam druga Gracja nie grozi, bo my nie jesteśmy drugimi Grekami. U nas nie masz emerytury po 15 latach pracy, a dziennie robisz 8 godzin, a nie 6 tak jak się to czyni tam. Poza tym sytuacja w Helladzie nie jest taka zła jak opisują to nasze wszystko wyolbrzymiające media. Oczywiście muszą zacisnąć pasa i ludzie się burzą, ale prawda jest też taka, że masy społeczeństwa te cięcia nie dotkną, a główni burzą się tam właśnie o emerytury. Do Grecji bliżej już jest Węgrom, czy nawet Czechom gdzie gospodarki tych krajów są lekko mówiąc przepompowane.
Oczywiście nie zmienia to faktu, że u nas też koszy trzeba ograniczać, ale nie przed podnoszenie podatków. Reforma systemu emerytalnego, czyli pozostawienie wcześniejszych emerytur naprawdę tym co ciężko pracują, czyli chyba tylko górnicy, stoczniowcy i hutnicy. Poza tymi zawodami żaden tak naprawdę nie wiążę się z ciężką pracą (nie mówię tu o służbach mundurowych).
Rok studiów: 4
Dołączył: 19 Mar 2008 Posty: 611 Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2010-08-09, 15:26
Z tymi sluzbami mundurowymi to tez nie do konca sie zgadzam. Rozumiem ze emerytura nalezy sie po 15 latach pracy np. antyterrorystom. Ale czy taki przyslowiowy kraweznik czy tez dzielnicowy wykonuje naprawde niebezpieczna prace ? Wedlug mnie nie. Nie wspominam juz o tych ktorzy sa na takich stanowiskach jak chocby rzecznik komendy miejskiej. Wydaje mi sie, iz nie wykonuja oni zbyt ciezkiej i niebezpiecznej pracy. W mojej opinii wczesniejsze merytury im sie po prostu nie naleza.
ja też nie mówię, że wszystkim policjantom czy nawet żołnierzom należy się wcześniejsza emerytura. W służbach też powinno się rozgraniczyć, kto naprawdę jest w ciągłym niebezpieczeństwie, a kto nie. Takiemu z drogówki się dziś należy, bo stoi ciągle przy drodze, co jest kompletnym absurdem.
Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2010-08-09, 16:16
pogonifan napisał/a:
Czym tu się jarać? Jeśli ten licznik co jest na dole mówi prawdę, to jesteśmy jednym z nielicznych krajów w UE gdzie dług publiczny jest poniżej biliona. Takie np. z tego co pamiętam mają dług na poziomie 6 bilionów i dopiero w tym roku zaczęli coś z tym robić. Podobnie jest Francją, czy Anglią. Nam druga Gracja nie grozi, bo my nie jesteśmy drugimi Grekami.
Nasza gospodarka nie jest gospodarką francuską, ani brytyjską. Ich PKB pozwala na to, że mogą mieć większe długi niż my.
Tutaj chodzi o przyjęty w większości państw 60% limit na zadłużanie - jest on uniwersalny, bowiem dotyczy państw, oraz miast. Jeśli zostanie przekroczony, wówczas można ogłaszać bankructwo.
pogonifan napisał/a:
Oczywiście nie zmienia to faktu, że u nas też koszy trzeba ograniczać, ale nie przed podnoszenie podatków. Reforma systemu emerytalnego, czyli pozostawienie wcześniejszych emerytur naprawdę tym co ciężko pracują, czyli chyba tylko górnicy, stoczniowcy i hutnicy. Poza tymi zawodami żaden tak naprawdę nie wiążę się z ciężką pracą (nie mówię tu o służbach mundurowych).
No to jest dobry pomysł, ale dodam jeszcze, że warto byłoby zalegalizować i opodatkować marihuanę, prostytucję. Ponadto kosztem tego należałoby znieść klin podatkowy w postaci składek na ZUS - chwilowo obniżyłoby to wpływy do budżetu, ale ludzi więcej byłoby stać na konsumpcję i inwestowanie - co w efekcie zwiększyłoby wpływy do budżetu innymi źródłami.
Trzeba też sprywatyzować służbę zdrowia - jest to na tyle wielkie przedsięwzięcie, że należałoby to robić powoli i pod ścisłym nadzorem państwa, z jasnymi przepisami i tylko tam, gdzie jest to opłacalne dla obu stron, żeby potem nie było przekrętów - główne placówki pozostawić rzecz jasna w rękach państwa. Następnie trzeba zlikwidować płace minimalną- nie ma sensu przymuszać przedsiębiorców do płacenia pracownikom stawek, za które to przedsiębiorstwo mogłoby przeżyć, zamiast upadać - poza tym, bodajże jedynie 10% społeczeństwa zarabia ustawowe minimum. Musi być wolny rynek na rynku pracy, jeśli komuś nie podoba się stawka płacowa, to wybiera sobie inne przedsiębiorstwo, a gospodarka zawsze zdrowsza.
Jak na ironię natrafiłem na taki film:
Zlikwidowałbym bezrobocie i menelstwo poprzez ograniczenie prawa do zasiłków - nakazałbym współpracę urzędu pracy z wymiarem sprawiedliwości i tylko tym, którzy żyją uczciwie, którzy nie biją żon, nie piją i uczą się zawodu bym go przyznawał - to dobry postulat, aczkolwiek przyznaję, że do dopracowania
Zmniejszenie roli związków zawodowych, wrzodów każdego przedsiębiorstwa. Zacząłbym od tego, że każdy związkowiec musi pracować, a nie mieć biuro i wysoką pensję za strajkowanie. Prawo do strajku uzależniłbym od kondycji finansowej przedsiębiorstwa.
Czy wiecie, że obecnie ekipa Tuska zatrudnia w administracji 4 razy więcej osób niż za czasów Gierka? 4 razy większego marnotrawstwa pieniędzy. Usprawiedliwieniem jest to, że jesteśmy w UE, zaś państwo ogarnia coraz większą sferę życia - rozwój cywilizacyjny powoduje, że trzeba tworzyć nowe sensowne, lub mniej sensowne prawa. Zatem zarządziłbym natychmiastową informatyzację administracji i starał przynajmniej powstrzymać wzrost liczby urzędasów, ponadto zarządziłbym obowiązkowe korzystanie tylko z bezpłatnych oprogramowań w komputerach.
Trzeba byłoby też się zastanowić nad grupami inwalidzkimi. Czy wiecie, że Polacy najwięcej wydają na medykamenty? Tak, jesteśmy najbardziej chorym narodem świata! Trzeba ich tego oduczyć. Nie chce mi się wierzyć, że mamy tyle inwalidów w tym kraju, nie wiem czy to, że ktoś utracił jeden palec pozbawia go pracy fizycznej i ma jakąś zabawną 3 grupę inwalidzką. Trzeba byłoby to poukładać na nowo, bo wałki na tym lecą.
o to jest dobry pomysł, ale dodam jeszcze, że warto byłoby zalegalizować i opodatkować marihuanę, prostytucję.
W pełni się z tym zgadzam.
salamandra napisał/a:
znieść klin podatkowy w postaci składek na ZUS
Jak w takim razie utrzymywać rencistów? Przykłady górników i stoczniowców pokazują, że ludzie jak mają 50 000 odprawy to nie inwestują powiedzmy 40 000, tylko 35 000 wydają na nowy samochód. Do tego dochodzą jakieś wakacje i inne bzdety. Tak więc na emeryturę gdybyśmy ją oddali w ręce ludzi okazałoby się, że pewnie z jakieś 10% rzeczywiście by na nią oszczędziło, a inni znów by wołali kasę od państwa.
salamandra napisał/a:
Następnie trzeba zlikwidować płace minimalną
salamandra napisał/a:
jeśli komuś nie podoba się stawka płacowa, to wybiera sobie inne przedsiębiorstwo
Tutaj się nie zgadzam. Wcale nie uzdrowiłoby to firm. Inaczej mówiąc pazerny szef nie chciałby się dzielić kasą ze swoimi pracownikami. W Polsce nie ma również tylu ludzi z kapitałem, którzy mogliby otworzyć własne firmy. Do tego jak pomóc ludziom, którzy pomimo tego, że pracują nie mogą kupić nawet chleba za 2,35zł bo on sam zarabia 0,75zł za godzinę? Stawka minimalna to taki sprawdzian dla firm.
salamandra napisał/a:
Zlikwidowałbym bezrobocie i menelstwo
Utopia.
salamandra napisał/a:
Zmniejszenie roli związków zawodowych, wrzodów każdego przedsiębiorstwa.
Przede wszystkim związki zawodowe powinny być poza zakładem pracy. Wtedy mogą one rzeczywiście walczyć o prawa pracowników w firmach, a nie prawa kolesi ze związku. Prezes "Solidarności" w KGHM miesięcznie bierze więcej niż prezes KGHM-u. Co jest po prostu chore.
salamandra napisał/a:
Trzeba byłoby też się zastanowić nad grupami inwalidzkimi.
Większość rencistów w naszym kraju jest zdolnych do pracy. Sam znam przypadek przyznania renty, za oderwania się paznokcia. Tymczasem ci co naprawdę chorują (np. osoby niewidome) takiej renty nie otrzymują.
Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2010-08-09, 21:50
pogonifan napisał/a:
Jak w takim razie utrzymywać rencistów? Przykłady górników i stoczniowców pokazują, że ludzie jak mają 50 000 odprawy to nie inwestują powiedzmy 40 000, tylko 35 000 wydają na nowy samochód. Do tego dochodzą jakieś wakacje i inne bzdety. Tak więc na emeryturę gdybyśmy ją oddali w ręce ludzi okazałoby się, że pewnie z jakieś 10% rzeczywiście by na nią oszczędziło, a inni znów by wołali kasę od państwa.
Zatem tak jak poniżej jest opisane- trzeba się zająć rencistami, natomiast obciążenia związane z rencistami, funduszem pracy, przenieść do ogólnego budżetu - zrekompensuje się to wyższym wzrostem gospodarczym, gdyż ludzie będą mieli więcej pieniędzy na wydatki, który powiększy budżet, to jest klasyczny przykład w ekonomii.
Z emeryturami powinno się zrobić tak jak mówi Kormoran, czyli ten kto nie chce przechodzić na emeryturę - niech pracuje dalej. Podwyższenie wieku jest skutecznym środkiem, ale tylko doraźnym - nie uzdrowi sytuacji. Powinno się dać ludziom samemu dysponować pieniędzmi i przy wsparciu państwa i kampanii społecznych - niech odkładają swoje oszczędności w banku, dzięki czemu będą mogli żyć o wiele wygodniej w wieku seniora, bo mieliby wyraźnie więcej pieniędzy.
pogonifan napisał/a:
Tutaj się nie zgadzam. Wcale nie uzdrowiłoby to firm. Inaczej mówiąc pazerny szef nie chciałby się dzielić kasą ze swoimi pracownikami. W Polsce nie ma również tylu ludzi z kapitałem, którzy mogliby otworzyć własne firmy. Do tego jak pomóc ludziom, którzy pomimo tego, że pracują nie mogą kupić nawet chleba za 2,35zł bo on sam zarabia 0,75zł za godzinę? Stawka minimalna to taki sprawdzian dla firm.
Po to jest UE i programy rządowe, dzięki którym każdy przedsiębiorczy młody człowiek, może za pomocą nieoprocentowanemu kredytowi założyć firmę. To wcale nie jest takie trudne, założenie firmy - najtrudniej ją utrzymać przy pierwszych 2 latach jej funkcjonowania. Przecież nie trzeba kupować lokalu, a można go wynajmować, można założyć spółkę, sposobów jest mnóstwo. Skoro mówisz, że byliby wówczas pazerni, to dlaczego za minimalną stawkę pracuje jedynie 10% społeczeństwa?
pogonifan napisał/a:
Utopia.
Nie taka wcale utopia. Teraz już wprowadzono ograniczenia przy kuroniówkach. Nie pobierasz już przez 12 miesięcy tego samego zasiłku, najpierw dostaje się ofertę pracy - jeśli ją odrzucisz to zmniejszają Ci zasiłek, a jeśli odrzucisz za 3 razem ofertę pracy, to tracisz go na zawsze. Trzeba jeszcze mocniej przycisnąć kurek, bo nierobów, którzy za 1000 zł nie będą pracować w kraju mamy miliony.
pogonifan napisał/a:
Przede wszystkim związki zawodowe powinny być poza zakładem pracy. Wtedy mogą one rzeczywiście walczyć o prawa pracowników w firmach, a nie prawa kolesi ze związku. Prezes "Solidarności" w KGHM miesięcznie bierze więcej niż prezes KGHM-u. Co jest po prostu chore.
A do tego, trzeba mówić to otwarcie, był czynnikiem jeśli nie głównym - to był jednym z czynników, który doprowadził do upadku polskich stoczni.
pogonifan napisał/a:
Większość rencistów w naszym kraju jest zdolnych do pracy. Sam znam przypadek przyznania renty, za oderwania się paznokcia. Tymczasem ci co naprawdę chorują (np. osoby niewidome) takiej renty nie otrzymują.
No to niezłe jaja, myślałem, że jednak robią jakieś przesiewy heh.
Powinno się dać ludziom samemu dysponować pieniędzmi i przy wsparciu państwa i kampanii społecznych - niech odkładają swoje oszczędności w banku, dzięki czemu będą mogli żyć o wiele wygodniej w wieku seniora, bo mieliby wyraźnie więcej pieniędzy.
A co z tymi, którzy nie mają za co odłożyć? Z tymi co nie odłożyli? Tymi, których banki w jakimś czasie po porostu upadły?
salamandra napisał/a:
ten kto nie chce przechodzić na emeryturę - niech pracuje dalej
Co z ludźmi młodymi, którzy nie mogą znaleźć miejsca pracy, bo zajmują je ludzie starzy?
salamandra napisał/a:
Skoro mówisz, że byliby wówczas pazerni, to dlaczego za minimalną stawkę pracuje jedynie 10% społeczeństwa?
Z ludźmi już jest tak, że jeśli im się mówi że powinni/muszą się czymś dzielić to tak robią. Organizacje charytatywne są tego przykładem. Inaczej mówiąc. Pensje są wyższe, bo pracodawcy wiedzą, że ludzie mają mniejszy lub większy wybór w poszukiwaniu pracy. Oczywiście bez stawki minimalnej też by taki mieli, ale wydaje mi się że liczba pracodawców, którzy zaczęliby płacić drastycznie mniej znacznie by wzrosła.
salamandra napisał/a:
Nie taka wcale utopia. Teraz już wprowadzono ograniczenia przy kuroniówkach. Nie pobierasz już przez 12 miesięcy tego samego zasiłku, najpierw dostaje się ofertę pracy - jeśli ją odrzucisz to zmniejszają Ci zasiłek, a jeśli odrzucisz za 3 razem ofertę pracy, to tracisz go na zawsze. Trzeba jeszcze mocniej przycisnąć kurek, bo nierobów, którzy za 1000 zł nie będą pracować w kraju mamy miliony.
To fakt. Ale nie pozbędziemy się bezrobocia. Sprawdź sobie w UP czy nie mają przypadkiem na składzie jakiegoś torreadora? Z tego co słyszałem to mają. Przy rejestrowaniu się facet napisał, że jest z zawodu torreadorem i oczekuje zarobków na poziomie 5000zł. Papiery oczywiście na to ma. Takiemu osobnikowi urząd nie może podesłać oferty pracy, która jest nie zgodna z tym co on umie. Oczywiście można go wysłać na szkolenie, ale jaki problem w dzisiejszych czasach pokazać papier, że jest się chorym? Cwaniak, ale ma dobrze, bo wie, że urząd może mu naskoczyć. Takich przykładów w skali kraju jest dużo, dużo więcej. W dzisiejszym świecie bezrobocia nie ma tylko na Kubie i Korei Północnej. W komunie bezrobocia też nie było. Co do meneli to oni zasiłku nie mają, a żyją z tego co im ludzie dadzą, a że dziennie zarobi tyle żeby go było stać na picie to pije. Co nie zmienia faktu, że moim zdaniem takiego człowieka nie powinno się przyjmować do szpitala nawet w chwili zagrożenia jego życia.
salamandra napisał/a:
A do tego, trzeba mówić to otwarcie, był czynnikiem jeśli nie głównym - to był jednym z czynników, który doprowadził do upadku polskich stoczni.
Że tylko przypomnę, że Związek Zawodowy Stoczni Szczecińskiej Nowa istnieje do dziś, a jego szef krzyczał, że będzie domagał się kasy od syndyka za swoją pracę. Zakład już nie istnieje, ale związek broniący praw pracowników tej stoczni działa dalej. PARANOJA!
salamandra napisał/a:
No to niezłe jaja, myślałem, że jednak robią jakieś przesiewy heh
Co jakiś czas są. Co nie zmienia faktu, że jak znasz lekarza orzecznika to dostaniesz rentę na 3 miesiące, za to że kozy w nosie masz zbyt twarde.
Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2010-08-10, 01:32
pogonifan napisał/a:
A co z tymi, którzy nie mają za co odłożyć? Z tymi co nie odłożyli? Tymi, których banki w jakimś czasie po porostu upadły?
Ich problem. Czy masz poglądy lewicowe? Po prostu dla mnie jednostka jest na tyle przystosowana do panujących zasad w środowisku, że państwo nie powinno jak krowie na rowie stymulować (przeszkadzać i marnotrawić środki) egzystencję jednostki, sam pisałeś to przecież wobec pierwszoroczniaków. A upadek banku, to abstrakcja. WBK ostatnio miało upaść, ale zostało przejęte przez jakiś tam inny bank, ewentualnie państwo ten bank uratuje (niestety). Jeśli nawet, to problem ludzi, a nie państwa - poradzą sobie bez problemu, zresztą od tego jest prawo, które stoi po stronie obywatela w tym wypadku. Nie mówię, że tylko w ten sposób należy obrać politykę emerytalną. Ważne żeby sobie stawiać alternatywy, a wtedy ZUS pójdzie w odstawkę. Każda normalna osoba odkładająca skromną ilość pieniędzy będzie żyła naprawdę dobrze na starość.
Mówił o tym oraz o innych kwestiach między innymi noblista Milton Friedman.
pogonifan napisał/a:
Co z ludźmi młodymi, którzy nie mogą znaleźć miejsca pracy, bo zajmują je ludzie starzy?
Tutaj pojawia się pytanie, czy bezrobocie w takiej skali jakie mamy teraz istnieje. Zacznijmy od tego, że około 1/4 firm (wypowiadam się ostrożnie, gdyż słyszałem wręcz o 30%, co świadczy o tym, jak wielkim wrogiem dla przedsiębiorczości jest nasze państwo) jest ulokowana w szarej strefie, więc wielu z bezrobotnych tak naprawdę pracują na czarno, czerpiąc z tego godziwe pieniądze.
pogonifan napisał/a:
Z ludźmi już jest tak, że jeśli im się mówi że powinni/muszą się czymś dzielić to tak robią. Organizacje charytatywne są tego przykładem. Inaczej mówiąc. Pensje są wyższe, bo pracodawcy wiedzą, że ludzie mają mniejszy lub większy wybór w poszukiwaniu pracy. Oczywiście bez stawki minimalnej też by taki mieli, ale wydaje mi się że liczba pracodawców, którzy zaczęliby płacić drastycznie mniej znacznie by wzrosła.
Zgadzam się z tym, że na skutek stagnacji gospodarczej, wiele firm by obniżyło zarobki, ale właśnie o to chodzi - o zdrową gospodarkę. Mimo, że stawki byłyby zmniejszone, to nie trzeba byłoby tych ludzi wyrzucać na bruk.
pogonifan napisał/a:
W komunie bezrobocia też nie było.
Było bezrobocie utajone. Właśnie jeszcze a propo bezrobocia to jestem optymistycznie nastawiony, że go nie ma. Tak jak mówiłem, na szarej strefie można sobie ładnie dorobić, poza tym istnieją posady za te 1000 zł, ale nikt nie chce za tyle pracować. Wynika to z faktu, że klasa średnia w Polsce dopiero się tworzy, a wszyscy właśnie tego oczekują - zarabiać na miarę klasy średniej, wobec której jest deficyt. Moja kuzynka, która dopiero startuje na rynku pracy (praca wakacyjna, więc dużych zarobków spodziewać się nie można), zatrudniła się na czarno w 70 tys mieście i po 8 godzinach nudnej pracy biurowej zarobiła 6 dych. Ile by zarobiła po podpisaniu umowy o pracę? I czy w ogóle zostałaby zatrudniona?
Po prostu dla mnie jednostka jest na tyle przystosowana do panujących zasad w środowisku
Ludzie są pazerni. Czy to w USA czy to w Polsce większość ludzi nie żyje za to, co realnie zarobi i odłoży tylko żyje na kredyt. Jak odkładanie pieniędzy chciałbyś połączyć z usunięciem stawki minimalnej? Ludzi, którzy zarabialiby tak mało, że nie mogliby opłacić rachunków mieliby jeszcze odkładać, tylko z czego? Tak rodzi się patologia i przestępczość.
salamandra napisał/a:
Mimo, że stawki byłyby zmniejszone, to nie trzeba byłoby tych ludzi wyrzucać na bruk.
Ludzie nie tracą pracy dlatego, że szef musi płacić na nich podatek. Tracą prace, bo szef jest albo złodziejem, albo nie jest na tyle przedsiębiorczy żeby znaleźć inny rynek zbytu. Do tego dochodzi fakt, że w Polsce gospodarka wygląda tak, że mechanik jest też dobrym hydraulikiem i murarzem. Tak więc na czarno ciągnie jeszcze 2 fuchy. Wystarczy pojechać do Anglii i tam będąc mechanikiem zaproponuj szefowi, że możesz też mu zrobić łazienkę. Dla nich jest to niewyobrażalne. Tam mechanik robi tylko i wyłącznie samochody i nic więcej.
salamandra napisał/a:
poza tym istnieją posady za te 1000 zł, ale nikt nie chce za tyle pracowa
Bo ludzie wbrew pozorom znają swoją wartość. Szczególnie teraz kiedy w Niemczech za taką samą pracę dostaniesz 2000 euro nikt nie pójdzie do pracy za 1000zł.
Różnica między nami polega na tym, że Ty wierzysz w ludzką mądrość i przedsiębiorczość. Ja natomiast uważam, że ludzie w sprawach ekonomii są po prostu głupi, a pieniądze marnotrawią a nie je oszczędzają. Wymienione już przeze mnie przykłady górników i stoczniowców to potwierdzają. Jan Kowalki, który do tej pory zarabiał 3000zł i nagle (po oddaniu mu kasy, która szła do państwa) dostanie 5000zł pomyśli, że go stać na więcej. Prawda jest taka, że jeśli chce żyć na spokojnej emeryturze to go nie stać! Ale ludzie na co dzień o tym nie myślą. Dostają 5000zł i myślą już o nowych meblach, samochodzie i gdzie pojechać na wakacje. Nie myśli o tym, że jak nie będzie odkładać to za 30 lat będzie gówno mieć. Co napędza tylko menelstwo, które też chcesz zlikwidować. Do tego dochodzi to, że ludzie nie mają pretensji do siebie o to, że nie oszczędzili tylko mają pretensje do państwa, że nie dba o swoich obywateli. Przykładem na to znów są stoczniowcy, którzy po wydaniu odpraw zażądali następnych, bo nie mieli z czego żyć. Nie mieli, bo to co dostali wydali. Ludzie jak mają kasę nie zachowują się jak dzikie koty, które polują na najsłabszą antylopę po to, żeby się jak najmniej zmęczyć. Ludzie są jak hieny i najchętniej na raz zjedli by wszystkie antylopy, a że za 2 miesiące już nie będzie co jeść to już ich nie obchodzi. Liczy się to, że dziś jestem najedzony po pachy. Ty zakładasz, że ludzie będą oszczędzać. Ja zakładam, że będą więcej wydawać nie koniecznie na to co jest im niezbędne.
W filmiku JKM jest wspomniane o kasie idącej na NFZ. Rzeczywiście większość nigdy nie przechoruje swoich składek. Ale prawda też jest taka, że ludzie znów mieliby pretensje do państwa, że ono nie dba o zdrowie swoich obywateli. Taka jest niestety prawda. To, że ludzie dysponowaliby całkowicie swoimi pieniędzmi nie oznacza od razu, że wydawaliby je mądrze tak jak to zakłada JKM. Wręcz przeciwnie wydawaliby je moim zdaniem na kompletne bzdury. Zobacz jak jesteśmy ogłupiani reklamami. "Kup teraz to auto to oszczędzisz". I ludzie naprawdę tak myślą i biorą to auto, które jest im kompletnie nie potrzebne, bo do pracy może dojechać busem. Może, ale nim nie jeździ, bo komfort jazdy mu nie odpowiada, bo jest za głośno i 100 innych powodów. Więc kupuje samochód i "oszczędza" kupując jeszcze droższe paliwo. A ono jest droższe, bo zapotrzebowanie na paliwo jest większe. A jest większe, bo ludzie kupują samochody żeby zaoszczędzić. To jest błędne koło.
Poza tym Jan Kowalski nie pójdzie przebadać się czy ma raka, bo takie badanie kosztuje 100zł. Więc stwierdzi, że nie ma to sensu i pójdzie dopiero jak zaboli. A operacja kosztuje 5000zł. Do tego przy takiej służbie zdrowia wszelkiego rodzaju akcje zachęcające do wykonywania badań praktycznie tracą sens, bo Polacy szczególnie nie mają zaufania do lekarzy i sami najlepiej wiedzą kiedy są chorzy.
Dlatego uważam, że państwo choć zabiera kasę swoim obywatelom, to przynajmniej zapewnia im emeryturę, może nie wysoką, ale zawsze.
Powiedz mi dlaczego tak mało ludzi odkłada w III filarze, który de facto oznacza indywidualne odkładanie na emeryturę?
Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2010-08-12, 13:12
Uchylam się od odpowiedzi na Twoje tezy. Powiem tyle - wolny rynek zawsze zwycięży, a komuniści i socjaliści nie znają się na gospodarce :P Natomiast chciałbym zacytować ten artykuł. Mam nadzieję, że miasta w Polsce szybko wprowadzą podobne rozwiązania.
Można żyć bez urzędników!
Kalifornijska mieścina pokazała wszystkim jak uporać się z deficytem budżetowym. W Maywood zdecydowano się na drastyczne rozwiązanie. Wyrzucono z pracy WSZYSTKICH pracowników miejskich. I dzięki temu życie stało się znośniejsze.
Kiedy podczas uroczystości obchodów święta 4 lipca dwóch umundurowanych policjantów podeszło do Hectora Hernandeza, ten spodziewał się wszystkiego najgorszego. Wytatuowany na byczym karku playbojowski „króliczek” od razu zdradzał przynależność dwudziestodwuletniego osiłka do jednego z najgroźniejszych ulicznych gangów Latynosów w okolicy. Przez głowę Hectora niczym błyskawica przeleciały wspomnienia wszystkich poprzednich kontaktów z miejscowymi stróżami prawa. I od razu poczuł w ustach gorzki smak. Można sobie jednak wyobrazić jego zaskoczenie, kiedy jeden z funkcjonariuszy uśmiechnął się i w przyjaznym geście wyciągnął otwartą dłoń. – Co słychać? – zagadnął przymilnie. I nie czekając na odpowiedź, wyjaśnił, że wraz z kolegą dopiero rozpoczynają służbę w tej dzielnicy miasta. – Chyba nawet życzyli mi spędzenia miłego dnia. Wybaczcie, że nie pamiętam dobrze, ale dotychczas gliniarze mówili do mnie po ludzku zazwyczaj wtedy, gdy mnie skuli w kajdany albo poważnie skopali lub obili pałami – opowiada Latynos. Bo właśnie w taki miły i co ważne, bezbolesny sposób młody uliczny żulik i grandziarz zapoznał się z nowymi porządkami jakie zapanowały w Maywood.
Maywood to gęsto zaludnione miasto założone w 1924 roku. Mierzy zaledwie półtora mili średnicy, a jego mieszkańcy znajdowali zatrudnienie w tradycyjnych branżach przemysłu. Jednak w ostatnich dziesięcioleciach mieścina zaczęła podupadać. Ludzie tracili pracę. Coroczny deficyt miasta sięgał 620 tysięcy dolarów. A tych chudych lat było już siedem. Nic więc dziwnego, że co zamożniejsi mieszkańcy wyrywali się stąd, dokąd tylko się da. W miarę jak ubywało białych średniozamożnych mieszkańców, w ich miejsce pojawiali się Latynosi. Maywood podobno liczy 30 tys. mieszkańców, ale w rzeczywistości może być ich o połowę więcej, bo należy dodać nielegalnych imigrantów. Maywood było pierwszym kalifornijskim miasteczkiem, w którym w radzie miejskiej zasiadali niemal wyłącznie Latynosi, a sesje prowadziło się w języku hiszpańskim.
Przez ostatnie lata to maleńkie, robotnicze miasteczko leżące jakieś 20 minut jazdy autobusem od centrum Los Angeles (13 km) niebezpiecznie dryfowało w kierunku kompletnego bankructwa. Bieda, walki gangów i wszechogarniająca korupcja pracowników miejskich stały się chlebem powszednim dla niemal wszystkich mieszkańców. Cztery lata temu Maywood znalazło się na czołówkach amerykańskich gazet, gdy urzędnik Hector Duarte zlecił płatnym mordercom „usunięcie” swego kolegi z rady miejskiej, bo ten zaproponował cięcia w wydatkach budżetowych i to kosztem m. in. posady Duartego.
Wpływy z podatków spadały, a potrzeby służb miejskich w zastraszającym tempie rosły. Co więcej, rozpasani urzędasi nie kwapili się zbytnio do wypełniania swej pracy, za to stawali się coraz bardziej wulgarni, nieuprzejmi wobec petentów. To, co poza lenistwem ich wszystkich łączyło, to zero kulturalnego obycia, kompletny brak okazywania najmniejszego szacunku, uwagi przesycone seksualnym wydźwiękiem. I ogromna pazerność. Kiedy waliły się finanse miasteczka, pracownicy z ratusza przyznawali sobie wysokie apanaże. Za pracę w niepełnym wymiarze godzin po 100 tys. dolarów rocznie. Główny menadżer zarabiał 800 tys., a szef policji 400 tys. dolarów rocznie. W kasie miejskiej musiało pojawić się dno. Burmistrz i cała rada miejska tylko bezradnie rozkładali ręce. Nie byli w stanie uporać się z tą istną chmarą problemów. Doszło wreszcie do tego, że firma ubezpieczeniowa nie była w stanie wypłacać roszczeń odszkodowawczych wygrywanych w sądach przez obywateli.
Odmówiła więc dalszej współpracy. Znalezienie alternatywnego ubezpieczyciela po rozsądnej cenie okazało się niemożliwe. Nikt nie chciał brać odpowiedzialności za wyczyny niekompetentnych i chamskich darmozjadów. A bez ubezpieczenia nie można przecież legalnie zatrudniać ludzi. Nad głowami urzędników i pracowników służb municypalnych zawisł topór.
Zdesperowani radni podjęli wreszcie parę tygodni temu rewolucyjne rozwiązanie, które uczyniło ich mieścinę sławną na cały świat. Po całonocnej, żarliwej dyskusji 21 czerwca zdecydowali się jednak nie ogłaszać bankructwa. Postanowili za to wylać z pracy dosłownie wszystkich pracowników miejskich. Od kierowników miejskich parków i bibliotek poczynając, na księgowych ratusza i policjantach kończąc. Ich obowiązki i zadania zlecono firmom wyłonionym w drodze konkursów. Dzisiaj Maywood jest pierwszym w Ameryce – a zapewne i na całym świecie – miastem, które całe swe publiczne życie oddało w ręce zewnętrznych kontrahentów. Podczas gdy w innych miastach prywatyzuje się pojedyncze sektory – dajmy na to śmieciarzy czy strażników parkingów – to rada miejska Maywood poszła na całego: zwolniono wszystkich bibliotekarzy, ogrodników, ludzi dbających o stan dróg i ulic, a nawet pracowników biurowych w ratuszu. Ile osób pozostało na miejskiej liście płac? Żadna, Zero. Nul. Ta wielka czystka odbyła się pod koniec czerwca. Na bruku wylądowało ponad 60 pasibrzuchów z miejskich służb i urzędów. Przede wszystkim uprzątnięto w ten sposób istną stajnię Augiasza, w którą przemienił się tutejszy departament policji. Przez ostatnie pięć lat wstrząsały nim skandale niczym jakimś najbardziej zagrożonym sejsmicznym rejonem świata.
Policjanci przegrali w sądzie przeszło 30 procesów. Bo funkcjonariusze nie tylko notorycznie łamali prawa obywatelskie, ale także dopuszczali się pobić i gwałtów, a nawet – niczym pospolici kryminaliści – dokonali morderstwa. Odszkodowania, jakie łącznie sąd przyznał ich ofiarom, sięgnęły wysokości 20 milionów dolarów. A więc przekroczyły roczny budżet całego miasta. Tych „stróżów prawa” nie ma już na służbie. W ich miejsce przyszli gliniarze z biura szeryfa hrabstwa Los Angeles, którzy tak ciepło przywitali 4 lipca oniemiałego Hectora Hernandeza. Za patrolowanie ulic Maywood funkcjonariusze z Miasta Aniołów dostaną niecałe 4 miliony dolarów rocznie, nieco ponad połowę tego, co dotychczas przyznawano w budżecie miasta miejscowym policjantom. Dzięki temu, że Maywood drogą kontraktów zleciło firmom zewnętrznym wypełnianie wszystkich prac i obowiązków niezbędnych do normalnego funkcjonowania miasta, zaoszczędzono sporo publicznego grosza. Oczywiście nie obyło się bez kontrowersji, protestów i wielkiego strachu zwykłych mieszkańców.
Kiedy tylko ogłoszono nowy program w miasteczku powiało grozą. Wszyscy obawiali się końca świata, trzęsienia ziemi. No bo trudno było sobie wyobrazić, że można z dnia na dzień obyć się bez urzędników. Ludzi, którzy rzekomo wiedzą więcej i lepiej. Przede wszystkim włosy na głowach jeżył strach przed wielką anarchią. Starzy ludzie myśleli, że już nie będą mogli pojawić się na ulicach. Sklepikarze drżeli na myśl, że nikt nie uchroni ich przed rabusiami i złodziejami. Matki panikowały, że nie będą już mogły pójść z dziećmi do parku ani wysłać swych pociech do biblioteki. – Samodzielnie doprowadziliście do zagłady miasta – rzucił w twarz radnym na odchodnym miejski skarbnik, którego w ramach czerwcowej „wielkiej czystki” wylano z intratnej posady.
Minął jednak już cały miesiąc, a na miejscu Maywood nie pozostały same ruiny i zgliszcza. W miejskiej bibliotece nadal wypożycza się książki, w ośrodku sportowym słychać gwar młodzieży, tutejsze parki są nadal otwarte i zielone. Nawet w ratuszu życie toczy się normalnie. Krytycy i zażarci przeciwnicy zmian zamilkli i gdzieś poznikali, a mieszkańcy nie kryją zadowolenia. Nie odczuwają najmniejszego współczucia wobec zwolnionych urzędników i niemal każdy spotkany na ulicy zaklina się, że żyje się mu lepiej, bo wynajęci operatorzy służb miejskich lepiej wywiązują się ze swoich zadań i obowiązków. Zmniejszyła się ilość drobnych, acz dokuczliwych przestępstw, nie dochodzi też na ulicach do gangsterskich porachunków – Nie widzę żadnych bandziorów na ulicach – twierdzi Maria Garciaparra prowadząca swoje dzieci do biblioteki. – Nie zauważyłam też żadnego nowego graffiti nagryzmolonego na murach domów. Mogę z dziećmi spokojnie pójść do sklepów, do parku czy do kina. Kogo więc to obchodzi, czy miasto zatrudnia kogokolwiek, czy nie. Jeśli bez urzędników wszystko lepiej działa, to chwała Bogu, że zdecydowano się na takie rozwiązanie. Jestem pewna, że wiele innych miast skopiuje nasz pomysł – dodaje. – Kiedy po raz pierwszy ratusz ogłosił, że zwalnia wszystkich miejskich pracowników pomyślałam, że zawaliło się niebo. Że życie po prostu stanie. Tymczasem jest odwrotnie.
Nie da się ukryć, że zakontraktowane firmy lepiej wywiązują się ze swoich obowiązków. A prostych ludzi nie obchodzi zupełnie, kto sprząta ich ulice, prowadzi bibliotekę czy zwalcza przestępczość. Najważniejsze by ulice były posprzątane i aby na nich panował porządek – przyznaje Aldo Perez, nowy dyrektor miejskich parków w Maywood. Jest on stałym obywatelem Maywood w rzeczywistości jednak jest zatrudniony przez pobliskie miasto Bell, które wygrało kontrakt na dbanie o zieleń w sąsiadów…!
W zależności od punktu widzenia Maywood jest albo znakomitym przykładem obywatelskiej kreatywności i jego unikalny eksperyment w zakresie zarządzania powinien być jak najrychlej skopiowany przez inne miasta dotknięte recesją. Albo też jest alarmującym przykładem lekkomyślności i szaleństwa lokalnych samorządowych przywódców, którzy oszukali swych obywateli i złożyli ich w ofierze na ołtarzu kapitalizmu, i którzy wkrótce boleśnie cierpieć będą w wyniku nieuniknionych konsekwencji nieroztropnych wolnorynkowych eksperymentów społecznych. Jedno jest pewne – naśladowców Maywood już wkrótce znajdzie. Siedem amerykańskich miast już deklaruje wprowadzenie podobnych rygorystycznych cięć w celu zrównoważenia budżetów. A więc dni miejskich darmozjadów są policzone. Szkoda, że tylko w dalekiej Kalifornii…
Pojedź sobie do Skandynawii i zapytaj się, czy ich zdaniem państwo socjalne sobie nie radzi. Oczywiście lepiej żyć jak to mówi JKM, czyli ciągle na pełnym ryzyku, bo przecież jak stracimy pracę, to państwo nam nie pomoże. To jest dla mnie kompletną pomyłką.
Chociażby ostatni kryzys dotknął w większym stopniu kraje z "wolnym rynkiem" niż Chiny, gdzie rynek do końca wolny nie jest. Nie uważam jednak, że gospodarka centralnie planowana jest lepsza, bo komuna pokazała, że nie jest. Jednak historia pokazuje, że tam gdzie ludzie mają za dużo wolności pojawia się chaos.
Rok studiów: II
Dołączył: 17 Mar 2008 Posty: 2017 Skąd: Stargard
Wysłany: 2010-09-07, 13:34
2012 - rok próby dla Polski
DI Puls Biznesu, pb.pl,06.09.2010 23:55
Były wiceprezes NBP rozmawia z czytelnikami pb.pl o nadchodzącym krachu, rządzie, inwestycjach, Chinach, emeryturach, WIG20, strefie euro...
Krzysztof Rybiński znany jest ze swoich odważnych poglądów. Ekonomista i blogger zaskakuje już w pierwszym pytaniu. A potem napięcie rośnie.
JKM: Jakie byłyby skutki ekonomiczne i społeczne, gdyby zrealizować postulaty Janusza Korwin-Mikkego?
Żeby je zrealizować Polska musiałaby wystąpić z Unii Europejskiej. Postulaty JKM to kwintesencja kapitalizmu, jeszcze nikt nie wymyślił lepszego systemu gospodarczego. Bez szans do przeprowadzenia w socjalnej Europie. Jak już opadłby kurz po szoku, to Polska rozwijałaby się w tempie 10 proc. rocznie.
Radovicious: Myśli pan o karierze politycznej?
Nie, choć wiele osób mi to sugeruje.
Mirek: Co mogłoby nakłonić pana do pracy w rządzie?
W rządzie mógłbym zaakceptować tylko stanowisko premiera, gdybym miał za sobą stabilną większość sejmową. Żeby przeprowadzić konieczne reformy i odejść po czterech latach w poczuciu dobrze spełnionej roboty. Ale nie planuję takiej kariery.
Zbigniew: Jakie zmiany wprowadziłby pan, gdyby dzisiaj został ministrem finansów?
W sferze finansów publicznych żadnych. Sejm przed wyborami odrzuciłby wszystkie reformatorskie ustawy (KRUS, mundurówki etc.) Za to próbowałbym zreformować obecne regulacje otoczenia biznesu, które są wrogie dla firm. Trzymam kciuki za ministra Jassera, mądry człowiek, tylko może nie mieć wsparcia.
Paweł: Co pan myśli o wprowadzeniu kwoty wolnej od podatku giełdowego?
Mamy 100-miliardową dziurę budżetową. Nie ma miejsca na obniżki żadnych podatków.
Konan: Proszę wskazać największy błąd i najlepsze posunięcie obecnego rządu.
Błąd; zaniechanie reform. Sukces; mistrzostwo świata w pijarze.
Marek: Czy dostrzega pan tendencję do autoograniczania się ekonomistów w krytyce wobec działań i planów rządu Tuska z obawy o możliwe reperkusje?
Tak. Widzę, jak niektórzy moi znani koledzy inaczej się wypowiadają w mediach, a inaczej prywatnie (bardziej krytycznie). I mają ku temu podstawy. Kilkakrotnie mnie ostrzegano przed ostracyzmem, kilka razy mi grożono (na przestrzeni minionych 10 lat). Jakoś przetrwałem i nie zatraciłem wyrazistości poglądów.
Zygmunt: Ile lat zajmie Polsce powrót na ścieżkę wzrostu PKB powyżej 5 proc.?
Bez reform już nigdy nie wrócimy na tą ścieżkę. Z reformami; jakieś 3 lata.
Smurfetka: Który rok będzie kluczowy dla polskiego budżetu; 2010, 2011, 2012...?
2012. Jeżeli nie będzie reform, to doświadczymy poważnych turbulencji finansowych.
Piotr: Jeśli sytuacja na giełdzie wyprzedza sytuację w gospodarce, a perspektywy dla polskiej gospodarki są obiecujące (wzrost PKB, konsumpcji, inwestycji itd.), to kiedy WIG20 osiągnie poziom 3000 punktów ?
W Polsce będzie przejściowe ożywienie wzrostu w 2011 r. (kumulacja inwestycji finansowanych środkami unijnymi), potem znowu będzie gorzej. Nie wiem, czy giełda zareaguje na tymczasową poprawę, czy będzie dyskontowała długofalowe spowolnienie. Polecam artykuł IMF z 1-go września, gdzie piszą o ryzyku bankructwa USA. Jak rynki zaczną wyceniać to ryzyko, to 3000 punktów nie osiągniemy w tej dekadzie.
Chris: W co pan inwestuje?
Przede wszystkim w dzieci. Czekam na poważną korektę na światowych rynkach finansowych.
Radovicious: Jak ocenia pan ryzyko wystąpienia bańki na rynku obligacji?
Prawdopodobieństwo jest bardzo wysokie, bo Ben Helikopter będzie drukował pieniądze jeszcze przez jakiś czas. To są procesy nieliniowe i z reguły zaskakują rynki.
Janusz: Kiedy nastąpi krach na rynku obligacji w USA?
Na pewno nastąpi w ciągu kilku lat, będzie powiązany z obniżeniem ratingu USA.
Piotr R.: Jak ocenia Pan sytuację na rynku nieruchomości w Chinach?
Bańka, która albo pęknie, albo władze rozładują ją w sposób kontrolowany.
Marek Koschmidder: Wspólna waluta jest dobrym pomysłem dla rozwoju krajów strefy euro. Lecz przypadek Grecji (i nie tylko) pokazał, że nie wszyscy jej członkowie dorośli do wprowadzenia euro. Czy dalej opłacalne jest jak najszybsze przystąpienie do strefy euro? A jeśli nie, to kiedy będzie właściwy moment?
Nie ma reform, więc dziura budżetowa nie pozwoli nam na wstąpienie do EMU w ciągu najbliższych kilku lat. Jak będą reformy, to wtedy jak najszybciej, ale tylko po dobrym kursie, czyli w przedziale 4.00; 4.50.
Christer: Niedawno jeden z banków zalecał nam model szwedzki, czyli wypełnianie kryteriów, zapowiadanie wejścia, ale pozostawanie poza strefą euro. Co pan na to?
O modelu szwedzkim będziemy mogli mówić, jak osiągniemy szwedzkie wskaźniki zatrudnienia i innowacyjności. Dla Polski lepsze byłoby wejście do euro po dobrym kursie poparte ambitnymi reformami.
Krzychu: Niepokoi mnie grzebanie rządu, przy OFE i całym systemie emerytalnym. Przeczuwam, że; tak jak pan pisał na swoim blogu; zostaniemy gołodupcami na stare lata. Co ten rząd i kolejne rządy powinny zrobić, żeby uchronić system przed zapaścią?
System emerytalny w Polsce jest demograficznie zbilansowany. W przyszłości będziemy mieli takie emerytury jakie składki żeśmy odprowadzili do systemu. Problemy ZUS wynikają z niezdolności polityków do przeprowadzenia reform: KRUS, służb mundurowych i podniesienia wielu emerytalnego. Problemem nie jest zapaść systemu, tylko to, że za 30-40 lat będziemy mieli głodowe emerytury.
myśl i bogać się: W co powinien inwestować młody człowiek, który może odłożyć zaledwie 200-300zł na miesiąc, by za 20-30 lat nie martwić się o swoją przyszłość?
W siebie. Szkolenia, budowanie kapitału relacji. Jak coś zostanie to w akcje w Chinach, ale uwaga na timing.
Chupacabra: Czy nie lepiej dać ludziom względną wolność i pozwolić im samym na inwestowanie oszczędności?
Nie można pozwolić ludziom, żeby sami oszczędzali według własnego uznania, bo niektórzy wszystko wydadzą i na stare lata przyjdą do pana z żądaniem, żeby pan ich utrzymywał. I będzie pan musiał, bo w cywilizowanym europejskim kraju ludzie nie mogą umierać z głodu na ulicach.
AlCapone: Kiedy wybuchnie rewolucja i nastąpi likwidacja wielkokapitalistycznej burżuazji i kapitalizmu ?
W 2023 roku.
Przemek: Jest nowy ambasador Chin w Polsce. Od czego zacząć z nim współpracę?
Zapewnić, że Chiny są naszym strategicznym partnerem, zaprosić do kilku ważnych ciał konsultacyjnych, obiecać, że już nigdy nie zaprosimy Dalaj Lamy na oficjalną wizytę, ale będziemy aktywnie wspierać rozwój Tybetu dzięki działaniom organizacji pozarządowych. Jak to zrobimy, to w ciągu roku inwestycje z Chin wzrosną wielokrotnie, a polscy przedsiębiorcy będą mieli łatwiejszy dostęp do Chińskiego rynku.
Jakub: Przyjąłby pan fotel szefa NBP? Jeśli tak, to dlaczego?
Tak. To najlepsze miejsce pracy dla ekonomisty w Polsce. Świetni ludzie, bardzo profesjonalni, nieograniczony budżet, można zrobić wiele dobrego dla Polski.
uri_brodsky: Jak Pan rozumie konstytucyjny zapis o tym, że ustrojem gospodarczym w Polsce jest społeczna gospodarka rynkowa? Czy taki ustrój w Polsce faktycznie obowiązuje? Jeśli tak, to w jakim stopniu? Jeśli nie, to dlaczego?
Nigdy nie zajmowałem się badawczo porównywaniem systemów prawnych, więc na temat zapisów konstytucyjnych nie mam silnie wyrobionej opinii. Uważam, że w Polsce zbyt dużo decyzji jest podejmowanych na podstawie uwarunkowań prawnych, a zbyt mało na bazie sensu biznesowego. Byłoby dobrze tak zmienić konstytucję, że odwrócić te proporcje. Jeżeli gospodarka jest rynkowa i konkurencyjna, to społeczeństwo ma się dobrze. Jeżeli jest za dużo socjalu i przepisów a za mało rynku (tak jak teraz w Polsce) to gospodarka rozwija się słabo.
Marek: W jakich nowych technologiach, widzi Pan potencjał do impulsu, który by pomógł dźwignąć wzrost gospodarczy?
Obecnie nie widzę takiego potencjału w Polsce. Nie ma żadnej efektywnie realizowanej strategii rządowej, która pomogłaby taki potencjał osiągnąć, na razie jesteśmy dumni że w końcu lejemy kilometry asfaltu. Za to mamy najlepszych studentów informatyki na świecie, gdyby w nich zainwestować to takie innowacje mogłyby się rozwinąć. Był nawet taki projekt opracowany przez polskich informatyków, ale minister edukacji nie chciała dać pieniędzy.
Robi: Czy będą wiceprezesem NBP, był Pan zwolennikiem jak najszybszego wprowadzenia w Polsce euro? Czy gdybyśmy mieli spełnione wszystkie kryteria w roku 2006, 2007, to czy chciałby Pan, aby Polska zdecydowała się od razu na przyjęcie euro?
W styczniu 2005 roku przedstawiłem na posiedzeniu RPP analizę SWOT wejścia do ERM2 w pierwszej połowie 2005. Rekomendowałem rozpoczęcie tej procedury, RPP nie podzieliła mojego zdania. Gdybyśmy wtedy się zdecydowali, Polska prawdopodobnie weszłaby do EMU 1 stycznia 2008 roku po kurie około 4 złote za euro.
uri_brodsky: Czy coraz to nowe i stale przedłużane programy pomocowe państw i banków centralnych oraz ich efekty, to wg Pana dowód na skuteczność, czy nieskuteczność polityki Keynesowskiej?
Krótkookresowo polityka Keynesowska okazała się skuteczna, globalna recesja była krótka i płytka. W długim okresie będziemy ponosili koszty tej polityki (czyli olbrzymiego długu publicznego) w postaci niskiego tempa wzrostu.
Aleksander: Dlaczego Pan odszedł z firmy Ernst & Young?
Miałem inne propozycje.Eugenia: Czy gospodarka Ameryki uniknie większego spowolnienia?
Spowolnienia nie uniknie, ale trudno dzisiaj ocenić jego skalę.
JosephMcNull: Jaki Pańskim zdaniem jest najkorzystniejszy dla polskiej gospodarki kurs przejścia ze złotego na euro? 3,5 zł?
Dobry byłby kurs w przedziale 4.00; 4.50.
Grzegorz: Wszyscy mówią o kryzysie, ale czy w dzisiejszych czasach jest w ogóle możliwy taki kryzys jak w latach 30.? Tzn. z ogromnym bezrobociem, totalną nędzą i głodem? Czy tylko będzie to się objawiało tym, że ewentualnie o 1/3 zmniejszą się nasze zarobki?
Świat rozwinięty czeka dekada wolnego wzrostu, czy będzie stracona dekada jak w Japonii, na ten temat zdania są podzielone.
Jan: Jak Pan ocenia projekt rekomendacji KNF dot. ograniczenia kredytów walutowych do 50% portfela banków i jakie to może mieć skutki?
Zgadzam się z KNF. Komisja dba o stabilność sektora finansowego i taka decyzja jest potrzebna, żeby uniknąć węgierskiego scenariusza.
Radovicious: Czy uważa Pan, że Polsce grozi wzrost inflacji w przyszłym roku?
Tak z powodu podwyżki VAT i wzrostu cen żywności. Ale potem wzrost się osłabi, więc podwyżki stóp procentowych to byłby błąd w sztuce, powtórka błędu z 1999-2000 roku.
Radovicious: Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że analiza techniczna to największa bujda XX wieku?
Napisałem w 1994 roku jedną z pierwszych w Polsce książek do analizy technicznej (dostępna tylko w dobrych bibliotekach), więc nie mogę myśleć że to bzdura. Dużo ludzi tego używa, więc trzeba znać ważne poziomy wsparcia i oporu, przydaje się to timingu.
uri_brodsky: Jak ocenia Pan potrzebę likwidacji licencji maklera i doradcy inwestycyjnego?
Nie zastanawiałem się nad tym głębiej. Jakaś weryfikacja umiejętności w zawodach zaufania społecznego jest potrzebna, ale nie wiem czy konieczna jest licencja, może wystarczyłaby polisa ubezpieczeniowa, słaby specjalista - wysoka stawka, dobry specjalista; niska stawka.
uri_brodsky: Jak długo może utrzymać się na świecie obecny system bankowy (fractional-reserve)?
Bardzo długo, bo nie ma realnej alternatywy.
Misio: Czy zauważa Pan, że Europa i USA coraz mniej produkują realnych, materialnych dóbr i żywności - czym to się może skończyć? Wszak usług konsultingowych do garnka nie włożymy...
Przyszłością krajów rozwiniętych są usługi. WTO powinno dokończyć liberalizację handlu żywnością która powinna być produkowana w biednych krajach i eksportowana na cały świat, dzięki temu te kraje wyszłyby z biedy, bo na jałmużnie z Banku Światowego daleko nie zajadą (ryba zamiast wędki).
Mirek: Co motywuje pana Profesora do pracy?
Staram się pracować, jeżeli jednocześnie sprawia mi to przyjemność. Na przykład moim hoby jest pisanie artykułów, więc dużo piszę. Lubię wyzwania, takim wyzwaniem była na przykłąd praca w NBP, gdzie wspólnie ze świetnymi ludźmi udało się zrobić dużo dobrych rzeczy.
uri_brodsky: Czy przewiduje Pan, że Polska lub inny wysokorozwinięty kraj zawiesi w przyszłości spłatę swoich długów? W jakiej perspektywie czasowej?
Tak, w ciągu 2-3 lat Grecja zrestrukturyzuje swoje zadłużenie.
Darek: Wielu ekonomistów twierdzi, że bardziej niekorzystne dla gospodarki byłoby zwiększenie stawek podatków dochodowych niż składki rentowej. Twierdzą przy tym, że wzrost składki rentowej jest mało zauważalny a podatku już tak (i tym samym na popyt wewnętrzny). Jak dla mnie jest tutaj raczej myślenie o własnej kieszeni niż o gospodarce. W rzeczywistości bowiem, mało odczuwalne podwyższenie składki może dotyczyć osób przekraczających próg płacenia składki, ale już dla większości osób jest to nawet bardziej odczuwalne, gdyż składka jest liczona od większej podstawy (przy podwyżce oczywiście o tę samą ilość p.p.). Byłbym wdzięczny za Pana stanowisko (zależy mi jednak na konkretnych argumentach a nie tylko hasłach).
Jedno i drugie zwiększa klin podatkowy i zniechęca do zatrudniania, przez co jest negatywne dla wzrostu gospodarczego. Większość modeli pokazuje, że dla wzrostu gospodarczego mniej szkodliwe jest podniesienie podatków pośrednich niż podnoszeni klina podatkowego.
Marian Zawór: Jaka jest, Pańskim zdaniem, odpowiednia relacja długu publicznego do PKB w Polsce?
Nie ma takiej wielkości, to zależy do wielu czynników, na przykład od długookresowego tempa wzrostu, od poziomu stóp procentowych. Z pewnością poniżej 50% PKB.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum